4.12.14

Czas na samogłoski

W listopadzie mieliśmy przyjemność ugościć moja siostrę z Polski i jej chłopaka - jak już pisałam - to dla Alicji okazja to super intensywnego kursu języka polskiego. Siostra przywiozła przy okazji dla nas ważną paczkę, zamówienie ze sklepu Wydawnictwa Wir http://www.wir-wydawnictwo.com/
Zrobiłam to zamówienie tak jak robie lub próbuję już coś teraz na teraz i na przyszłość przygotować wiele rzeczy dla Alicji, bo czas goni a święta za pasem a potem już rozpoczęcie żłobka. Zamówiłam w tym sklepie i te parę książeczek, bo bardzo mi się marzy, żeby Alicja nauczyła się czytać po polsku i po hiszpańsku tż. Inspirują mnie blogi i prawdziwe rzeczywiste osoby, rodziny, historie. Inspiruję się blogiem Elżbiety Ławczys http://dwujezycznosc.blogspot.de/ jak i wieloma innymi. A że ona akurat jest autorką niejednej ciekawej książeczki, to fajne uczucie mieć w ręku owoce pracy "znajomej" osoby.

2.12.14

Zabawki edukacyjne "po polsku" - część 1

Mówię do Alicji po polsku. Bawię się z nią po polsku. Czytam jej po polsku. Słuchamy często polskiej muzyki i bardzo często polskiego Radio Bajka. Spotykamy się z polskojęzycznymi dziećmi i rodzinami. Jednym słowem - staram się jak mogę przed jej pójściem do żłobka o to, żeby się tego naszego jak mawiają trudnego języka polskiego obsłuchała i poczuła, że dla mamy jest on ważny.
Cieszę się bardzo, że także nasze obie rodziny i w Polsce i w Hiszpanii zdały sobie szybko sprawę z powagi sytuacji - wychować maluszka w trójjęzyczności to nie lada zadanie. Otrzymujemy pomoc, nie tylko tą mentalną, telefoniczną, ale także "namacalną".
Dlatego dziś chciałam sie pochwalić i jednocześnie polecić zainteresowanym dwie ciekawe zabawki, powiedzmy produkty, dla maluszków, pomagające dziecku bawić się w i słuchać języka polskiego. 

19.11.14

Po co (wielojęzycznemu) maluchowi muzyka?

Całkiem niedawno dostalam "newsletter" z polskiej strony poświęconej muzyce dla dzieci, babymusic.pl, gdzie zakupiłam już parę płyt muzycznych dla Alicji, z tematem: Po co dziecku muzyka?  
Autor tekstu miał nadzieję, że nikt nie miał żadnych problemów z odpowiedzią na takie pytania.

Oto jego dwadzieścia powodów, dla których warto zapewnić dziecku kontakt z muzyką od pierwszych tygodni życia.
Ja dla naszej wielojęzycznej rodzinki zrobiłam jeszcze taką małą kulturowo-krajową analizę pochyłą pisownią...

17.11.14

Ciekawostki z polskiej grupy zabawowej

Pora na podsumowanie i opisanie paru ciekawostek z naszej polskiej grupy zabawowej nad zaskakująco ciepłym jeziorem bodeńskim tegorocznej jesieni.
Tym razem chciałbym zacząć od naszej Alicji. Nadal jest ona najmłodszą odwiedzającą, ale nie znaczy że najspokojniejszą :-). Wiadomo, dziecko rośnie i zmienia się. Jest jej na polskich spotkaniach coraz wiecej, słychać ją już coraz donośniej :-)
Listopad 2014 - z leżącego na płasko nigdy niepłaczącego bobasa, dzidzi -  do dziś, do 10-miesięcznego szkraba, raczkującego z niesamowitą prędkościa.


4.11.14

Pożyteczne nie tylko dla wielojęzyczka

Czytam sobie co jakiś czas z zapartym tchem parę publikacji z  projektu "Dzikiej jabłoni" (Strona projektu) z serii "Przygody z książką". I nie zaprzeczę, że jestem pod wrażeniem. Poprostu dla takich projektów warto mieć internet, laptop i też swojego bloga...:-)
Miło mi się oczywiście też w środku robi i uśmiecham się do siebie, bo wyobrażam sobie, że i za jakiś całkiem niedługi czas i ja z Alicją i Krokodylkiem wystartujemy w tego typu projektach :-) Nawet dla samych siebie, nawet jak nie uda się pisać na blogu o tym...

3.11.14

Podsumowanie spotkania polskiej grupy zabawowej 21.10.2014

Nasze kolejne spotkanie naszej grupy zabawowej było aż ponad dwa tygodnie temu. A warto mimo wszystko o nim napisać i powspominać. Akurat przyda nam się zaangażowanym mamusiom na tym etapie, bo właśnie jesteśmy zajęte "podsumowaniem" tego roku.
Wiadomo, do końca roku jeszcze mamy trochę czasu, ale podliczając wszystkie spotkania możemy mówić o półrocznej działalności. A że ostatnio przewineło się tyle nowych osób chcemy poprostu zastanowić sie nad naszą pracą, pomysłami, sukcesami i małymi porażkami.

21.10.14

Wielojęzyczny rodzinny album zdjęciowy

Chciałabym zabłyszczeć i napisać prawdę kto polecił nam przygotowanie albumu rodzinnego dla Alicji w wersji trójjęzycznej. Prawdopodobnie była to moja znajoma językoznawczyni, która daje wykłady na temat dwu- i wielojęzyczności. Zgodnie z jej wskazówkami i zgodnie z rzeczywistością dziecko dwu- lub wielojęzyczne często ma mały kontakt z rodziną mamy lub taty. W naszym przypadku też tak jest. Rodziną dla takiego dziecka jest początkowo "tylko" mama i tato. Resztę rodziny widzi rzadko. Cześciej odbywają się spotkania na skypa i telefonaty.

17.10.14

Aktywności już nie-niemowlaka

Odkąd Alicja skonczyła 9 miesięcy jakoś nie jest już dla nas takim małym niemowlaczkiem.
Dużym dzieckiem też jeszcze nie jest - nie ma chyba po polsku ani w innym języku nazwy na ten okres :-) my musimy ją wymyśleć. 

Aktywnie staramy się spędzać czas i wiele osób wie, że oboje przed pojawieniem się Alicji uprawialiśmy sport i że warunki, okolice jeziora i Alp też są nie tylko dla nas ogromną zachętą do zdrowego i sportowego trybu życia. Nie będe opisywac już dokąd i w jakie miejsca w góry udało nam sie wybrać. Poprostu w tym roku pogoda dopisywała i z górskiego klubu zebraliśmy parę pomysłów na wędrówki z "niemowlakiem" lub dzieckiem jeszcze wózku. I dodam tylko, że się da i nam sprawia to frajdę.

Podsumowanie spotkania polskiej grupy zabawowej 14.10.2014

Czas na małe podsumowanie naszego jesiennego 1,5 godzinnego spotkanka na świeżym powietrzu w środku października. Wiele nas nie było. Nadal nie wiemy do końca na kogo liczyć, kto na spotkaniu się pojawi, niektórzy nawet nie dają znaku życia i nie informują nas o "nie-przybyciu".

16.10.14

Nie tylko o rogu alpejskim

Z góry zaznaczam, że bardzo, ale to bardzo lubię jesień.
Poniższe przemyślenia nie mają nic wspólnego z tą piękna porą roku. Nie wpłynęła ona na moje samopoczucie, bo w tym roku jest piękna, słoneczna, bezmglista.

7.10.14

Dwa ostatnie spotkania polskiej grupy zabawowej 23.09.2014 i 30.09.2014

Wrzesień już jakiś czas temu minął, czas napisać podsumowanie z ostatnich dwóch naszych spotkań z polską grupą zabawową.
Pogodę mieliśmy tutaj nad jeziorem fantastyczną, ale mimo to udało nam się zmobilizować i dwa razy zostać z rodzicami i dziećmi w ośrodku.
Tematem ostatnich dwóch spotkań była pora roku, piękna złota jesień.
Spotkania z tematem jesień i tak nie obyły się bez dla dzieci bardzo ważnej rutyny.

22.9.14

Spotkanie polskiej grupy zabawowej 16.09.2014 ze scenariuszem KLUBU TUTUSIA cz.2

W czasie ostatniego spotkania polskiej grupy zabawowej pogłębialiśmy scenariusz KLUBU TUTUSIA „Zwierzęta”. Oczywiście było wiele powtórek, ale są one w przypadku dzieci dwu- i wielojęezycznych niezbędne.

15.9.14

Z cyklu: trójjęzyczność, wielojęzyczność i wielokulturowość - cz.1

Ile języków znasz, tyle razy jesteś człowiekiem. (J. W. Goethe)

Najwyzszy czas napisac moje pierwsze przemyslenia co do trójjęzyczności naszej coreczki jak i o wielojęzyczności i wielokulturowości z perspektywy mojej i mojej rodziny jak i naszego otoczenia.

10.9.14

Wystawa Andrzeja Mleczko nad jeziorem bodeńskim

Takze w tym roku zostaly znowu zorganizowane, przez bardzo zaangazowana w przyjazn polsko-niemiecka pania Jo(h)anne Dudzinski-Tann, polskie atrakcje kulturalne nad jeziorem bodenskim. 
Pani Joa(h)anna przygotowala je w ramach zwiazku niemiecko-polskiego, oficjalnego zwanego Deutsch-Polnischer Freundeskreis am Bodensee
https://www.bodenseekreis.de/landkreis-tourismus/partnerkreise/landkreis-tschenstochau/freundeskreis.html 

Spotkanie polskiej grupy zabawowej 09.09.2014 ze scenariuszem KLUBU TUTUSIA cz.1

Postanowilam przeniesc podsumowania z naszych spotkan polskiej grupy zabawowej do tak zwanej glownej kategorii bloga, zeby moje czytelniczki mogly otrzymywac powiadomienia... Nadal za wiele z platformy Blogger nie rozumie, ale dotychczasowe podsumowania pojawialy sie na "stronie" i o tym nie dowiadywala sie publicznosc. A wiem, ze jest bardzo duzo aktywnych i zaangazowanych mam, pan, kobiet, dziewczyn, rodzin, ktore tak jak i ja z ciegawosci zagladaja, podgladaja...Czlowiek non stop sie czegos nowego i od innych uczy :-)

4.9.14

Doświadczenia (niestety) szpitalne

W ostanim czasie mialam okazje w krotkim czasie spedzic z Alicja pare dni w szpitalach. Podczas pobytu w Polsce bylismy w polskim, dokladniej, radomskim szpitalu. Po powrocie do domu, w Niemczech, nad jeziorem bodenskim, gdzie Alicja przyszla na swiat, musialam pobyc z nia tez pare dni.
Dwa zuplenie inne swiaty. A dzieli nas tylk 1200 km :-) Wkoncu oba kraje naleza do Unii Europejskiej. Wkoncu juz w Polsce komuny dawno nie ma...A jednak. Przezylam szok. Po pierwsze szok byl tak drastyczny, bo Alicja niegdy nie chorowala i jak juz nam zachorowala, to na calego, z wymiotami i beigunka na raz...I odrazu musielismy wyladowac w szpitalu, polskim, radomski. Dla mnie, miezskajacej tyle lat w Niemczech byl to jednak szok. Czlowiek zaczyna szybciorem doceniac to co ma. Niemcy  sa naprawde o pare dobrych lat gospodarczo od Polski rozwinieci....

3.9.14

Parkt tematyczny - "Magiczne Ogrody w Trzciankach"kolo Lublina/Radomia

Choc Alicja miala, bedac latem w Polsce, dopiero siedem miesiecy, postanowilismy wybrac sie do parku tematycznego, Magicznych Ogrodow. Zabralismy z soba ciekawosc i moja mame, czyli babcie Alicji.

Liczylismy sie z godzina jazdy samochodem, bo miejsce jest polozone okolu 58 km od Radomia.
Odrazu zdazylam przeliczyc, ze mniej wiecej tyle samo drogi maja odwiedzajacy z innego wiekszego miasta, mianowicie z Lublina.

29.8.14

Bagaż z Polski

Bagaż - slowo, ktore wywoluje rozne obrazki w mojej glowie. 
Wiezlismy duzy bagaż ze soba do Polski, naszym "malym" autem golfen, do ktorego w trojke, z wozkiem, fotelikiem samochodowym i lozeczkiem przenosnym sie jakims cudem zmiescilismy. 
Wiezlismy przede wszystkim nasz wspolny wolny czas, pierwszy raz we trojke do Polski i zwiazany z tym wypadem entuzjazm i oczywiscie troske o tak dluga podroz autem z malym dzieckiem.
Ten materialny bagaż z jednej strony w czasie wizyty zrobil sie troszeczke mniejszy, bo troche drobiazgow bylo do rozdania. Z drugiej strony na koniec pobytu nabral on znowu rozmiarow.

27.8.14

Powrót

Witam serdecznie!
Jako jeszcze dosc niedoswiadczona bloggerka bardzo dlugo zabieralam sie do napisania tego/kolejnego postu po dlugiej przerwie. 
Przerwa byla spowodowana i kolejnym wyjazdem do Polski, czyli glownym urlopem tatusia ale i takze chorobami Alicji. Alicja chorowala niestety dwa razy pod rzad na ostry niezyt zoladka i jelit i niestety dwa razy spedzilismy po pare dni w szpitalu. Jednym razem bylismy w szpitalu w czasie pobytu w Polsce. Drugim razem, zaraz po przyjezdzie do Niemiec, majac jeszcze pod dachem odwiedziny z Hiszpanii, z meza strony.

Mialam mimo wszystko okazje i ochote, zeby pomyslec o paru blogerkach i blogowiczach, o swiecie wirtualnym i zajrzalam czasem szybciorem co sie tutaj u innych dzieje. 

Mialam okazje rownoczesnie przetestowac sama siebie i pomysl wlasnego bloga i pisania. Czy oby wytrwam?

Okazuje sie, ze i mnie sie stesknilo. Okazuje sie, ze jestem jakas tam mala czescia tego swiata. Okazuje sie, ze mam oficjlanie nawet jedna obserwatorke. Wiem, ze czyta i sledzi mnie pare osob wiecej, ale nie znajac sie jeszcze bardzo na mozliowsciach techniki Googla i Blogger widze oficjalnie tylko jedna obserwatorke, ktorej tutaj chcialabym poprostu podziekowac. Jest to juz wystarczajacy powod, by sprobowac pisac dalej.
Seira - mam ochote pozagladac do Ciebie. Ciesze sie, ze czytasz mojego bloga.
Oto strona profilowa Seiry. Pozdrawiam serdecznie.
https://www.blogger.com/profile/18023207405879358965

@ Do czytalenikow polskiej grupy zabawowej - wpisy ulokowalam jako strone na Bloggerze i mam zamiar przeniesc wszystko tutaj na Bloga bezposrednio, by czytelnicy mogli dostawac powiadomienia o nowym wpisie.

Tymczasem posegreguje moje pomysly co do postow i popisze.
Pozdrawiam 


24.6.14

Na rowerze z małym dzieckiem - aktywnosci mamuski i tatuska

Mam niesamowita chec podzielic sie ze swiatem doswiadczeniem jazdy na rowerze jako mamuska polrocznego dziecka z przyczepka rowerowa i malym dzieckiem w srodku.
Tym postem chialabym zmobilizowac do jazdy rowerowej z przyczepka wszystkich, a  szczegolnie rodziny, rodziny z dziecmi malymi i tymi starszymi tez.
Chce przekonac tych, ktorzy bija sie z mysla wogole zakupu przyczepki rowerowej, aby dlugo z tym nie zwlekali. Zdaje sobie dobrze sprawe, ze wiele osob (w Polsce lub poza jej granicami), nie moze sobie finansowo na taki zakup pozwolic. Ceny sa wyskokowe...
Moze jednak warto przed zakupem zapoznac sie z produktem i go wypozyczyc. Polecam uslugi tej rodziny/firmy Travelito z Warszywy - na pewno istnieja podobne wypozyczalnie w innych regionach Polski.

http://www.travelito.pl/przyczepki.html

ktora pisze tez bardzo ciekawy blog podrozniczy

http://bejbipakersi.blogspot.de

Zachecam do lektury!

Co ja bym w takim przypadku robila, to starala sie szukac na internecie (eBay, Allegro w Polsce) lub w lokalnej prasie uzywanej przyczepki.

W Niemczech, gdzie my mieszkamy, jazda z duzym wozkiem jako przyczepka jest bardzo popularna i lubiana. Tutaj tez jest najnormalniejsze na swiecie, ze kupuje sie dla maluszkow rzeczy a nawet ubrania uzywane. Istnieja tutaj tak zwane bazary dla rzeczy niemowlakow i dzieci - sprzedawane jest wszystko, a nawet te wlasnie lubiane przyczepki, roznych marek.

My kupilsmy przyczepke rowerowa marki Croozer, kotra mielismy okazje wyprobowac na targach rowerowych. Wtedy tez dowiedzielismy sie o kolosalnej sumie tego produktu.
Dzis moge tylko napisac, ze nie zaluje tych pieniazkow i zakupu.



Markdorf, Möggenweiler

Dotarlismy z naszego miejsca zamieszkania Friedrichshafen do Markdorfu, czesci Möggenweiler, gdzie jest maly parking. Zrobilismy tym samym w jedna strone okolo 12 km.
Tutaj wiele osob zaczyna swoj prawdziwy gorski trening, spacer, wedrowke lub tak jak my ma cel srodkowo-koncowy. Przerwa na male co nieco dla Alicji i nacieszenie oczu widokami dla nas.

W drodze powrotnej wypadalo wiec zrobic zakupy u miejscowych rolnikow. Nawet w niedziele na wyciecze rowerowej mamy taka okazje i kupilismy swieze owoce (tym razem wisnie i jablka) jak i swieze jajka.

http://de.fotolia.com

Za kazdym razem fascynuje mnie fakt o funckcjonowaniu takiego systemu na "zaufanie". Jest skarbonka na pieniazki i jest zaufanie rolnika od kupujacego, ze zostanie wrzucona odpowiednia suma za zakup. Akurat w tego rolnika w Riedheim widzielismy monitorujaca kamere, ale w wiekszkosci ich nie ma. To chyba pomysl na osobnego posta :-)

Majac teraz tyle miejsca w przyczepce z tylu u Alicji mozemy robic zakupy typu jajka, wisnie i jablka - przewozimy poza tym litry wody, koc piknikowy i zabawki dla malej - oto kolejne zalety zakupu przyczepki rowerowej.
O wadach nie chce na koniec wielce wspominac. Kazdy zdaje sobie sprawe, ze jest to duzy przedmiot do przechowania i do zapakowania do auta (do naszego golfa sie jakos nie chce zmiescic).

Trzeba pamietach o zaletach i o wspolnie spedzonym czasie podczas takich rowerowych wypraw.
Pozdrawiam i ciesze sie na komentarze o przyczepkach i rodzinnych wypadach, nie koniecznie tylko rowerowych.

11.6.14

Podsumowanie majowego pobytu w Polsce


Alicja miala nie cale 5 miesiecy jak wybralam sie z nia sama w szeroka podroz do Polski, na stare smiecie, do mojego miasta urodzenia, Radomia...
Podroz zaplanowalam na maj - jakos koniecznie chcialam nasz skarb przedstawic wreszcie mojej bliskiej rodzinie - chcialam, zeby poznala ich jak najszybciej.
Od paru lat bywam jakos tak chetnie w Polsce w maju, chetnie zalapuje sie przy okazji na Dzien Matki i na majowe krajobrazy lakowe:


Mazowiecka laka z mleczykami. 


Nasz radomski zbiornik wody, Zalew Borki.


Mam wrazenie, ze jeszcze do tej podrozy, czyli cale dobre 5 miesiecy, zylam w niesamowitej euforii. Nadal jestem oczywiscie bardzo, bardzo w naszej corce zakochana, ale powoli spadam na ziemie :-)
Dlatego, jesli teraz pomysle, dlaczego tak sie uparalam na podroz zaraz po wizycie w Hiszpanii, to zwalam to na ta "euforie po-porodowa".

I nie zaluje. Nie zaluje tych prawie dziesieciu dni bez wiekszych przezyc, wycieczek i odkryc. Bylo idealnie moc zatrzymac sie w radomskim czasie...Zawsze mam wrazenie, ze tam istnieje jakas inna rzeczywistosc. Niestety czesto mysle bardzo, bardzo negatywnie o rozwoju spraw i sytuacji w moim miescie Radomiu (podobnie dzieje sie zapewne w wielu innych poslkich miastach).
Tym razem jednak staralam sie odkryc jakies pozytywy miasta i jego istnienia.
Milo spedzialam czas z kolezanka i jej synem w calkiem nowej kafejce Anety Galstyan "Churros" na ulicy Zeromskiego. Polecam wszystkim, ktorzy beda na centralnej ulicy w Radomiu i szukaja czegos slodkiego na zab.

Cieszylam sie przede wszystkim jednak codziennoscia i dniem powszednim mojej rodziny, pozostalych w domu, ich losem i czescia tego uniwersum. Dostalam poraz kolejny potwierdzenie, ze ja zawsze pozostane czescia tego swiata i nasza corka powinna wiedziec, skad pochodzi jej mamuska i jakie sa jej korzenie...
Bylo wspaniale obserwowac, jak swiat kreci sie wokol Alicji. To tak jakby nasza kraina marzen przeniosla sie z nami na pare dni do mojego domu rodzinnego. Wszyscy oszaleli na punkcie Alicji. Zawirowalo czarami.
A my przeciez jestesmy z wielodzietnej rodziny. Mielismy w dziecinstwe chyba wszyscy czesto po dziurki w nosie tematu "male dzieci". Ile razy NIE chcielismy pomagac i opiekowac sie mlodszymi...
Jednak pojawienie sie teraz, 20-30 lat pozniej, malego czlonka rodziny, takiej slodkiej i bezbronnej istoty wprawilo moja rodzine w zachwyt...

Chcialabym uwiecznic na papierze :-) tzn. na blogu moje osobiste praktyczne wskazowki przed i w czasie podrozy samolotem z niemowlakiem:

  • zabrac duzy worek/wor plastykowy na zapakowanie wozka - w Zurychu taki otrzymalam za darmo od linii lotniczych. W Polsce dali mi worek na deske snowbordowa...Musialam sobie jakos poradzic. Warto jednak zawsze ze soba olbrzymi worek zabrac, jesli mamy nowy wozek i chcemy sie jego kolorami po wyladowaniu nadal cieszyc.




  • Duze torebko-worki na zapakowanie malych ubranek dla niemowlaka - super pomocne do zapakowania drobnych ubranek jak i pieluszek, zabawek dla niemowlaka w duzej walizce


  • nosidelko na czas czekania na bagaze - takie nosidelko ulatwia poruszanie sie z dzieckiem. Ja osobiscie chetnie nosze Alicje na rekach, ale szybko trace sily i uzywam czesto nosidelka, bo wtedy moge smialo zabrac ze soba jeszcze jakas torebke, ciagnac walizke itd.

Zrodlo 
http://www.babybjorn.de/babytragen/babytrage-original/?color=dunkelblau&material=cotton

  • Czopki przeciwgoraczkowe - tak na wszelki przypadek
  • Plyn do kapieli w malej buteleczce - nie chcialam zmieniac i kupowac nic nowego w Polsce, dlatego zabralam nasz preparacik w malej buteleczce.
  • Krem przeciwsloneczny - zapalacilam za niego dosyc duzo, ok. 8€, ale jest naprawde odporny na wode - przydatniejszy pewnie dla wiekszych dzieci od 6 miesiaca
        Zrodlo http://www.daylong.de/uploads/tx_s2productdatabase/Daylong_Baby_100ml_03.png

  • Moja polozna polecila mi podawanie piersi w momencie odbijania sie samolotu (startu lotu) od powierzchnii ziemi i drugim razem w momencie jak samolot laduje znowu na ziemie (czyli w momentach najwiekszych zmian cisnienia), zeby Alicji nie zatykaly sie uszy i zeby ja to to nie bolalo. 
A na koniec chce zapisac bardzo wazne dla mnie podrozujacej mamy odkrycie zwiazane z lataniem i naszym warszawskim lotniskiem. Zeby moc dojechac na lotnisko wielu ludzi zabieralo sie albo taksowka albo jechalo autobusem podmiejskim. Obydwa rozwiazania byly dla mnie najnormalniejsze na swiecie. To byly dodatkowe dobre 30 minut tluczenia sie do celu. Tym razem bylo inaczej :-) Na Lotnisko Chopina mozna dostac sie pociagami linii Szybkiej Kolei Miejskiej S2 i S3. Polecam!!!!


http://www.ztm.waw.pl/index.php?c=574&l=1
http://pl.wikipedia.org/wiki/Szybka_Kolej_Miejska_w_Warszawie


10.5.14

Aktywnosci sportowe mamuski

Przyznaje sie bez bicia, ze nigdy tak bardzo, jak od narodzin Alicji, nie zawracalam  sobie glowy kilogramami jakie ze soba nosze.  Wiadomo, ciala czlowieka zmienia sie juz w czasie ciazy, a po ciazy wyglada sie jakos tak troche inaczej :-). Staralam sie w ubieglym roku kontynuowac moje wypady na rower, bieganie i spacery po gorach czy nawet moja ulubiona zumbe. Jednak pod koniec 8 miesiaca i ja juz nie wytrzymywalam i nie wyrabialam na zakrecie ...Wiec najpierw byl czas pologu, to sie slyszalo, ze jeszcze za wczesnie, ze nie wolno, nie powinno sie i ze po co sie sportowac. Calkiem zrozumiale. Dwa miesiace minely, kilogramy nie zlecialy...Jakos tak sobie stanely w miejscu :-)
Teraz juz minelo ponad cztery miesiace i mam wrazenie, ze waga i cyferki na niej wyskakujace sie ze mna drocza.Caly czas ten sam wynik i nic mniej...Rany boskie.
Wiadomo, bedac w Barcelonie w czasie Wielkanocy i majac non stop bagietke pod nosem, uzywalo sie jej do kazdego dania, nawet do makaronu, ryzu i kartofli...Tak wiec waga jaka byla w dwoch miesiacach jest nadal taka sama po czterach miesiacach po ciazy...
Wrocialam z Barcelony i staram sie nadal - oto kilka zapisow (zebym to sobie kiedys po 40-ste jak bede przypominac foczke nic nie zarzucac musiala):


  • Sprobowalam raz uciec na zumbe wieczorem, ale to wogole nie zdalo egzaminu - Alicja za bardzo kocha mleczko i cieplo mamy wieczorami. Musze przy niej byc. To juz postanowione a zumba na jesien przelozona.
  • Codziennych spacerow nie ma konca - juz znam cale miasteczko, wszystkie zakamarki i wypuszczam sie czasem juz na godzinne spacery poza miasteczko. Dobrze, ze mam tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia a w szcezgolnosci na niebie


i na ziemi


  • Stoi w naszym salonie ogromne hula hop, ktore bardzo rzadko w rece biore. Ale jak juz sie za nie wezme to i posycze i duma mnie rozpiera. Moja polozna kupila sobie takie same i po uzyciu wyskoczyly jej poporstu niebieskie siniaki...Z bolu...
  • Uczeszczalam pilnie na oferowany przez polozna kurs po porodowy i pomagajacy poprawic stan naszych nieuzywanych miesni. A ze kurs byl w piatek wieczorem, to tez bylo bardzo chaotycznie z nasza rodzinna organizacja. Krokodylek wpadal za drzwi mieszkania, a ja wypadalam i z jezykiem na brodzie wracalam, zeby byc najpozniej na 20:30 przy malej.
  • Udalo mi sie tez ostatnio pierwszy raz od bardzo dlugiego czasu isc i pobiegac nad jezioro. Cale 20 minut oddychalo mi sie calkiem dobrze. Jednak karmiac piersia musialam zalozyc calkiem "twardy" specjalny staniczek i mimo wszystko mialam jakies wyrzuty sumienia, ze moze doprowadze przez to do utraty mleczka...
  • Juz bylam kilka razy sama na rowerze - udaje mi sie to wlasciwie tylko w niedziele, kiedy to Krokodylek jest w domu, nie robimy zakupow, nie mamy nic do zalatwienia. Jest to wtedy bardzo dla mnie przyjemny czas. A ze uwielbiam las a my blisko lasu nie mieszkamy, udalo mi sie w majowke, dnia 1. maja, odrazu przejazdem powdychac swiezego powietrza w lesie.


Schudnac to ja i do dzis wielce nie schudlam. Za to ile radochy i wolnosci i wiatru we wlosach na rowerze z poczatkiem maja ja mamuska poczulam.

7.5.14

Wielkanoc w Barcelonie 04.2014

Chialam zrobic koniecznie dla Alicji, siebie i oczywiscie dla zaintereswoanych male podsumowanie Wielkanocy.
Byl to dla nas, dla rodzinki z niemowlakiem, czas bardzo  interesujacy.
To czas kolejnych doswiadczen typu:

  • pierwszy lot z niemowlakiem,
  • pierwsze zderzenie z krajem, kultura i intesywnym uzyciem jezyka hiszpanskiego, jezyka ojca i jego rodziny, dziecmi w rodzinie,
  • pierwszy raz na plazy Bogatell w Barcelonie,
  • pierwszy raz w ogromnym centrum handlowym

Absolutnie nie ma wielkich powodow do narzekania - ile to osob chetnie spedziloby pare dni w Barcelonie. Ja jednak musze tym razem ponarzekac, bo tak odczulam ten pobyt pierwszy raz jako matka:

Wspolne zakupy jako swiadome spedzanie wolnego czasu z rodzina - to nie dla mnie - dopaslowalam sie z naszym prawie czteromiesiecznym niemowlakiem, ale praktykowac tego zamiaru nie mam....Ciekawa jestem ile osob mieszkajacych lub odwiedzajacych Hiszpanie, a dokladniej Hiszpanow zdazylo to ich hobby zaobserwowac i zrobic sobie na ten temat wlasna opinie :-)

Brak tradycji w rodzinie, domu no i ta kumulacja przy stole i w pokarmach - nigdy tak nie brakowalo mi polskiej Wielkanocy jak tego roku. Spowodowane jest to faktem, ze w ubieglym roku Wielkanocy nie odczulam, bo mielismy gosci, no wlasnie tez z Barcelony...Na Boze Narodzenie urodzila sie Alicja i tak oto kolejne swieta bez tradycji....Szkoda, szkoda...A mialam cichy zamiar wybrac sie z koszyczkiem na polskie swieconka...Nastepnym razem nie bede sie zamierzac, poprostu dopne swojego!!!

Za to prawdziwym pozytywnym wyzwaniem i przygoda byla dla naszej malej rodzinki z Alicja  przejazdzka metrem do centrum Barcelony - z naszym ogromnym wozkiem :-) i wizyta w naszym "Casa Perris" - malym sklepikiem z pysznymi produktami kuchennymi, przyprawami, ogolnie ze zdrowa zywnoscia i przede wszystkim z szafranem.
https://www.facebook.com/pages/Casa-Perris/354414434571907
Nie wiem dlaczego, ale w tym sklepie czuje zapach szafranu i ten szafran z tego sklepu jest taki jakis magiczny.


30.4.14

Pierwszy piknik - niemowlę robi drzemke na świeżym powietrzu

W ubiegla sobote (26.02.2014), pare dni po naszym powrocie z Barcelony, zeby znowu moc nacieszyc sie sloncem w pieknej scenerii, wybralismy sie nad jezioro.
Postanowilismy doslownie poeksperymentowac z Alicja, naszym jeszcze niemowlakiem, i zrobic w tym roku 2014 juz w kwietniu piknik na lace z widokiem na jezioro i Alpy. Mamy szczescie, ze mieszkamy bardzo blisko jeziora, gdzie tez jest oficjalne kapielisko miasta Friedrichshafen.
Alicja poki co jest nadal nieskomplikowanym niemowlakiem. Spi i jada wlasciwie wszedzie, gdzie ja ze soba zabieramy. Nadszedl czas, zeby mogla skorzystac jeszcze bardziej z natury niz tylko z perspektywy w wozku i spacerow.

Alicja zostala wiec na zewnatrz nakarmiona. Najadla sie do syta. Porozgladala na lewo i prawo. Uciekala i wykrecala sie jednak caly czas przed promieniami slonca. Mruzyla jej duze oczy, a my poki co polecanych nam przeciwslonecznych okularow dla niemowlaka nie nabylismy.
Rodzice zamowione jedzonko na wynos tez z apetytem opalaszowali...
Krokodylek jak zwykle po obiadku mial ogromna chetke na mala drzemke. A to tylko Alicji z naszej trojki udalo sie zrobic przyslowiowa popoludniowa sieste i w ten posob pierwszy raz na swiezym powietrzu.



My z Krokodylkiem musielismy sie troche pogimnastykowac i chronic nasza spiaca pocieche przed promieniami slonca.
Okazalo sie, ze na piknik z malym dzieckiem jestesmy poprostu jeszcze nie do konca przygotowani. Nie wystarczy juz tylko kocyk...Wystaczylby tylko kocyk, gdybysmy usiedli pod drzewem i marzli jeszcze w chlodzie bez slonca.
Popatrzylismy na siebie i pomyslelismy o tym samym. W tym momencie zrozumielismy dlaczego rodzice malych dzieci rozkladja nad jeziorem dla dzieci male namioty. Przypomnialy sie nam tez wszystkie te miniaturki-namiociki na plazac. Czego to na rynku nie ma :-)
Dobrze wiec bylo jeszcze w kwietniu wybrac sie na piknik i przed sezonem zorientowac, ze trzeba namiocik, taka mala muszelke jej kupic. Tak malo rzeczy jej wogole kupilismy, bo tyle od dobrych ludzi i znajomych w prezentach dostalismy. Ale teraz nadszedl czas pobuszowac, niestety nad jeziorem tylko wirtualnie, na stronie naszego ulubionego sportowego supermarketu, Decathlon, i zakupic jakze wazne cacko dla Alicji.
A tak ono wyglada:
http://www.decathlon.de/popup-strandmuschel-2-seconds-0-id_8242945.html


Poki co czekamy na nasza zdobycz i na lepsza pogode i slonce. Bo za oknem jakos ciagle pada.

2.4.14

Polska grupa zabawowa dla dzieci i rodziców z Friedrichshafen i okolic

Dokladnie rok temu w kwietniu wiedzialam juz na bank, ze zaszlam w ciaze. Od tego momentu myslalam juz nad projektem Polskiej Grupy Zabawowej. Szybko sie zorientowalam, ze tutaj w malym miescie nad jeziorem nic podobnego jeszcze nie istnieje. 
Ale wiedzialam, ze jest wystarczajaco kilka mam i dzieci, ktore chetnie by skorzystaly z oferty...
Pracujac na caly etat i troche wiecej jakos nie rozwinelem tej mysli bardziej. Pod koniec roku juz sie tylko moim stanem blogoslawionym rozkoszowalam i wlasciwie tylko z miejsca na miejsce turlalam.
I tak jakos dopiero po urodzeniu Alicji, jako Noworoczne Postanowienie, z pomyslu zaczelam przechodzic do czynow...

Razem z kolezanka chicalysmy koniecznie znalesc choc pare chetnych mam, dzieci, rodzin na pierwsze spotkanko, dnia 1 kwietnia. I to nie byl tak zwany prima aprilis:-)
Chcialysmy zaczac wczesniej  - uczyc sie i poprawiac w praktyce.

Ulotka swiezo powstalej Polskiej Grupy Zabawowej zostala rozeslana bezposrednio do pary znanych mi z okolicy mam, do czlonkow działającego we Friedrichshafen Niemiecko –Polskiego Koła Przyjaźni 
jak takze dostala ogloszona na Facebooku w grupie w ramach grupy „Polacy nad Jeziorem Bodeńskim 
http://wnaszejkrainieczarow.blogspot.de/2014/03/polskojezyczne-spotkania-w-ramach-grupy.html


Ulotka miala taka oto tresc:

***
Jednym z istotnych argumentów w procesie nauki języka polskiego za granicą jest kontakt z rodakami oraz możliwość swobodnej rozmowy dla rodziców, a dla dzieci zabawy z rówieśnikami.
Taką szansę daje polska grupa zabawowa, która na terenie Friedrichshafen rozpoczyna swoją działalność od kwietnia 2014 roku .

Wystarczy zebrać kilka chętnych mam i przychodzić we wtorki od godziny 15:00 do centrum rodzinnego TReFF22 i brać udział w tego typu spotkaniu.



Cel grupy
Celem spotkań jest wspólna zabawa dzieci i rodziców.
Wspólnie bawić się mogą dzieci, które nie ukończyły jeszcze 13 lat.
Przy ładnej pogodzie zajęcia mogą odbyć się na dworze. Spotkania mają również pomóc w nawiązaniu kontaktów i podtrzymywaniu polskich obyczajów.  
Rodzaj grupy
Grupa ma typowo otwarty charakter - jest współtworzona i prowadzona przez samych rodziców, każdy może (ale nie musi) podzielić się własnymi pomysłami lub prowadzić zajęcia. Na spotkania może przyjść każdy, bez konieczności wcześniejszego zapisywania się.
Nie trzeba również odmeldowywać się, jeśli danego dnia nie będzie się obecnym.

Organizacja:
Wymagane jest obuwie zastępcze dla dzieci. Należy przynieść mały podwieczorek.

Miejsce:
Familien- und Nachbarschaftstreff Treff 22
Heinrich-Heine-Str. 22, 88045 Friedrichshafen
Autobus: Bus 1 Ringverkehr, Przystanek: Friedhof
Miejsca do parkowania są pod blokami

Godzina: od 15:00 – 17:00 godziny.

***
We wtorek, dnia 1. kwietnia 2014 roku odbyły się pierwsze zajęcia organizacyjne.

Krotka statystyka po spotkaniu:

Na pierwszych zajeciach organizacyjnych wzielo udzial az 14 dzieci w wieku od 3 miesiecy do 6 lat.
Obecnymi opiekunami sa w 90% mamy, ale przychodzi tez babcia z dziadkiem, ktorzy towarzysza jeszcze malo po polsko mowicej wnuczce i wnuczkowi.

Podsumowujac:
Jest jeszcze tyle do zrobienia, poprawienia, przemyslenia, uzgodnienia - ale jest zapal, motywacja i wiele wiele checi ze stron zaangazowanych mam a jeszcze bardziej dzieci.

Swiatelko w tunelu :-)
Bedac od jakiegos czasu aktywna w swiecie blogow, a dokladniej blogujacych mam, w szegolnosci piszacych o tematyce dwujezycznosci, dwukulturowosci - ucieszylam sie z kwietniowego posta pani Elzbiety i Faustyny "KLUBY TUTUSIA - propozycja formuly spotkan dla rodzicow i malych dzieci dwujezycznych/wielejezycznych poza granicami Polski oraz w Polsce".
http://dwujezycznosc.blogspot.de/2014/04/kluby-tutusia-propozycja-formuy-spotkan.html
http://dziecidwujezyczne.blogspot.de/2014/04/kluby-tutusia-propozycja-formuy-spotkan.html

Mam taka cicha nadzieje, ze uda mi sie propozycje pani Elzbiety i Faustyny przelac w praktyce - dla naszej nowo powstalej polskiej grupie zabawowej.
Tymczasem serwus

16.3.14

Pierwsza impreza - niemowlę wieczorem poza domem


Dostalismy z Krokodylkiem zaproszenie na male rodzinne przyjecie urodzinowe do naszych dobrych znajomych z Chile mieszkajacych tez nad jeziorem. Ty Alicjo tez zostalas zaproszona - wlasciwie oczywiscie. Nie mamy tutaj nikogo bliskiego z rodziny.

Za pare dni bedziesz miec juz trzy miesiace. Nie czas jeszcze na opiekunki, na szukanie przygod z "babcia" na wypozyczenie lub nastolatka, ktorzy chenie za oplata by sie Toba zaopiekowali.
Zdecydowalismy sie pojechac, 10 minut autem. Wieczorem jestesm, zdaniem poloznej jak wiekszosc dzieci, troche bardziej wymagajaca i od piersi matki bardziej uzalezniona.

Na impreze wkroczylismy po 20-ej. W kulturze hiszpanskiej to wlasciwie bardzo wczesna pora na wypady i na kolacje :-) Ale jednak i nasi latynoscy znajomi i my juz dobrze jestesmy w Niemczech zintegrowani. Po 20-ej wszyscy bylismy glodni i wszyscy chcielismy miec kolacje za soba.

Alicja zachowywala sie na medal. Po 21-ej juz sobie w gondolii z wozka w sypialni spalas.
Dobrze miec taki wozek, z ktorego wyjmuje sie toz cacko. Nie wiem, moze juz wszystkie wozki dla dzieci na to pozwalaja. My jednak dostalismy wozek od tych wlasnie czilijskich znajomych i malo wiemy na ten temat, bo nie zajmowalismy sie szukaniem na zakup.
Wiec, moze mamy szczescie, ale jednym slowem na takie wyjscie wazne bylo zabranie ze soba oczywiscie pidzamy dla niemowlaka, pieluszek, ewentualnie smoczka i dobrych mysli. Poza tym trzeba pare minut w takich okolicznosciach imprezowych spedzic z niemowlakiem w "obcej" sypialni :-)

Koniec koncow: nie moglam uwierzyc, jak milo jest tez poprostu sobie tak z innymi posiedziec i niekoniecznie o dzieciach pogadac. Wiadomo, dla mnie bylo tego wieczoru podwojnie ciekawie, bo staralam sie wyrazac i budowac dobre zdania po hiszpansku. Sa czasami takie dni i momenty, ze im wiecej sie starasz tym mniej wychodzi. Tego wieczoru jakos mi szlo :-) Otoz z czego swiezo upieczona mamuska potrafi sie cieszyc.

Moze i nie stalo sie tego wieczoru nic prze-specjalnego, zeby trzeba bylo odrazu o tym postowac, ale Alicja wyszla i pozwolila przede wszystkim nam wyjsc na impreze. Dla niej to pierwszy wypad wieczorny poza dom poznym.
P.S. Pewnie za pare lat nie bede chciala postowac nic na temat wypadow i wieczornych imprez mojej corki....hi hi hi Ale dopiero za pare lat.
Poki co, zyjemy chwila i rozkoszujemy sie szczesciem w naszej krainie czarow.


5.3.14

Polskojęzyczne spotkania w ramach grupy „Polacy nad Jeziorem Bodeńskim“ (Facebook)

Nad jeziorem jestem ponad dwa lata. Jak we wrzesniu 2011 tutaj zamieszkalam, nie sadzilam, ze tak duza jest moja potrzeba rozmawiania po polsku i spotkania innych rodakow.
Niestety praca i podroze sluzbowe nie pozwalaly mi zajac sie tym tematem powazniej. Ciagly brak czasu, ciagly pospiech, a jak juz wolne - to oczywiscie masazadan, projektow i list "to do´s".


Fajnym zrzadzeniem losu latem 2012 poznalam fajnego chlopaka z Polski, Krzyska. Mamy wspolnych znajomych z Hiszpanii. Moj maz, Krokodylek pochodzi z Hiszpanii. Przez te wszystkie lata bycia ze soba obserwowalam jak to szybko Hiszpanie sie znajduja i spedzaja ze soba wolny czas. Na takim "hiszpanskim" spotkaniu poznalismy my sie i odrazu jakos postanowilismy cos zrobic wkierunku "integracji". Oboje chcielismy koniecznie poznac innych ludzi z Polski. Chcialam i przejelam inicjatywe - zalozylam, stworzylam grupe. A pierwszym miejscem, serwisem, ktory mial nam w tym pomoc, byla strona Facebook.


Poczatki byly dosyc normalne, niespektakularne. Miesiace mijaly. Pare osob sie zameldowalo. Pare osob okazywalo wirtualne zainteresowanie. Szybko zrozumialam, ze jestesmy w malym miescie. Ze zamieszkalam w regionie i okolicach nieporownywalnych do duzych miast jak Monachium. W duzych miastach zyje sie bardziej anonimowo i jesli sie chce spotkac innych, jest to o wiele latwiejsze i prostsze.


Dopiero pod koniec stycznia 2013 odbylo sie, jak ja to nazywam, pierwsze prawdziwe spotkanko. Narodzila sie grupa na nowo. Przyszlo 12-15 zainteresowanych osob. W roznym wieku. Wiekszosc po 30-stce. Milo spedzilismy wieczor. Organizowalismy w kolejnych miesiacach spotkania i rozne aktywnosci.


Czas minal szybko. Ponad rok pozniej, poczatek marca 2014, na drugie urodziny doszlo do kolejnego wartego wspomnienia spotkania. Pojawilo sie w tym czasie wiele nowych osob. Doszlo tez niestety do publikowania ogloszen kazdego typu, ale nie dotyczacych integracji i zycia socjalnego. Doszlismy z Krzyskiem do przemyslenia, zeby stworzyc tak zwany „Regulamin“.
Ten oto nasz wspolnie wyprodukowany regulamin chcialabym tutaj zamiescic:


***

Grupa „Polacy nad Jeziorem Bodenskim“ jest dla osób, które mieszkają w okolicach Jeziora.
Obecnym centrum grupy jest miasto Friedrichshafen, czyli po stronie Niemiec i okolic. Mile widziani sa jednak wszyscy Polacy/dobrze przeczytac ciekawostki o wydarzeniach kulturalnych, sportowych z innych okolic i stron jeziora, z Austrii, Szwajcarii i Niemiec po drugiej stronie jak z Konstanz.

Celem tej grupy jest szeroko pojęta „integracja“ Polek i Polaków mieszkajacych nad Jeziorem Bodenskim. Wspolne miejsce zamieszkania, jezioro i gory to wiele co nas tutaj łączy.

Za pośrednictwem tego forum:
Szukamy i znajdujemy ludzi o podobnych zainteresowaniach i spedzamy aktywnie lub mniej aktywnie z soba wolny czas.
Organizujemy imprezy towarzyskie, zgrupowania, najczesciej natury sportowej (mecze, wedrowki po gorach, wypady na narty, lyzwy itd.), pikniki, wycieczki i imprezy.
Dostarczamy i wymieniamy sie informacjami o ciekawych nadchodzacych wydarzeniach, koncertach,wystawach, filmach w kinie itd., czesto zwiazanych z Polska i tematyka polska.
Promujemy wydarzenia i inicjatywy związane z szeroko pojeta Polonią na terenie calego regionu Badenii Wirtembergii.

Nasza działalnośc chce prowadzic wiecej działan w świecie rzeczywistym, organizując Spotkania Polaków w okolicach Jeziora z różnorodnymi inicjatywami kulturalnymi jak np. „Tłusty czwartek“, „Ostatki“, „Noc Świętojańska“ czy „Andrzejki”.

Takie spotkania/wypady/przedsięwzięcia i Wasze pomysly najlepiej postowac/utworzyc jako wydarzenia z konkretna data, miejscem spotkania, godzina itd.).

https://www.facebook.com/groups/polacy.bodensee/ 

***

Moze czytajac go co jakis czas lub dostajac od kogos komentarz, mamy szanse cos poprawic, dodac, ujac, byc lepszymy administratorami i szefami tej grupy. Jest na pewno wiele osob, ktore zrobilo juz tego typu doswiadczenie. Nad czym warto sie jeszcze zastanowic? Co radza inni a czego odradzaja?



27.2.14

Szczęście, nie tylko w tłusty czwartek

Nie wiem czy komus tez oprocz mnie wydaje sie, ze wlasnie to w tym roku od poczatku stycznia niesamowicie czesto slychac na wszystkich mozliwych kanalach slowo, wyrazenie "szczescie".

Nigdy nie zastanawialam sie nad definicja szczescia, chocby taka, jaka dzis znalazalam na wikipedii:

Szczęście jest emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. Psychologia wydziela w pojęciu szczęście rozbawienie i zadowolenie.
W rozważaniach o jego naturze szczęście najczęściej określane jest w dwu aspektach:
  • mieć szczęście oznacza:
    • sprzyjający zbieg, splot okoliczności;
    • pomyślny los, fortuna, dola, traf, przypadek;
    • powodzenie w realizacji celów życiowych, korzystny bilans doświadczeń życiowych.
  • odczuwać szczęście oznacza:
    • (chwilowe) odczucie bezgranicznej radości, przyjemności, euforii, zadowolenia, upojenia;
    • (trwałe) zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem; ocena własnego życia jako udanego, wartościowego, sensownego.
Nigdy nie sadzialam, ze wpisujac slowo szczescie do Googla, otrzymuje ok. 1.010.000 wynikow...

****
Szczescie nie tylko w muzyce, ale i w kulturze, filmie, sztuce...

Dzis tak sobie spacerowalam w ciagu slonecznego naszego polskiego tlustego czwartku i pomyslalam np. o tym nowym hicie, piosence "Happy" od Pharrell Williams.

Ile toz ona juz jest na listach przebojow, ile ona pozytywnego wywowlala. Juz wiele osob z wielu miast na swiecie, ktore zostaly zainspirowane do stowrzenia wlasnych wersji klipu "Happy". Mam wrazenie ogladajac co jakis czas jakis nowy klip z nowego miasta, ze jest juz jakas konkurencja miedzy miastami, w Polsce ale i poza, na calym swiecie. Obejrzalam juz Olsztyn, Bialystok, Warszawe, Krakow, Trojmiasto, Lodz. Z polskich miast moim zdaniem miastu Łodzi udalo sie nakrecic cos bardzo kreatywnego. Ktos, kto nie byl jeszcze nigdy w Łodzi tak jak ja i Krokodylek, to zaraz nabralismy ochoty. I chyba o to w tym malym zakreconym projekcie chodzilo.



 
Ostatnio tez ogladalam ciekawy film dokumentalny pt. "Happiness" o chlopcu z Bhutanu...
Ktos promuje znowu kolejny poradnik jak byc szczesliwym...

A mnie osobiscie do szczescia dzis pomoglo zrobienie faworkow i wyobrazenie sobie, jak za pare lat bede je robic razem z nasza coreczka Alicja = moja osobista definicja szczescia.


26.2.14

Prezent z Chin

Alicjo - masz juz skonczone dwa miesiace. Jestes juz realistyczna czescia mnie, nas. Jestesmy juz teraz z Toba prawdziwa rodzina.

A tu nadal znajduja sie dobrzy ludzie, ktorzy chca Cie poznac, odwiedzic i cosik podarowac.
Milo jest mi jako swiezo upieczonej matce popatrzec i poczuc, ta niesamowita gotowosc i radosc do dawania Tobie prezentow.
Kazdy stara sie jak moze i przynosi cos ze soba. Chodzby tylko swoj czas i usmiech i chec do rozmowy i wysluchania poporodowych opowiesci i moich obserwacji.
A ze obracamy sie w srodowiskach mieszanych, tzn. mamy znajomych z roznych krajow i kultur, to prezenty sa z roznych stron swiata.

Dzis chcialam tutaj koniecznie dla Ciebie to zapisac, ze nawet moja niesmiala kolezanka z pracy, Chinka, pracujaca i mieszkajaca w wielkim miescie Szanghaju, tez chciala Cie poznac, zobaczyc i wreczyc prezent.
To od Patrycji wlasnie dostalas przyslowiowa pierwsza Lalke. Lalka jest ciekawa, duza, troche inna niz moze lalka z mojego dziecinstwa. Lalka, wiadomo tez, ze wyprodukowana zostala Chinach. Na malej etykietce napisany jest tylko tekst po chinsku. Ale Patrycja mi latwa obsulge milo wytlumaczyla. Jest guziczek, ktory sie naciska i tym samym lalka jest "urzadzeniem elektrycznym". Po "wlaczeniu" laleczki dotyka, sciska sie poszczegolne czesci ciala i dostaje powiedziana po chinsku nazwe tej czesci. Jak to w Chinach, glos jest taki smiezny, troche dzeiciecy...:-)





W dzisiejszych czasach, w naszym stuleciu nikogo pewnie nie zaskakuje, ze tyle zabawek, rzeczy i produktow pochodzi z Chin.
Moja kolezanka jest bardzo dumna ze swojego kraju. Chociaz nie pochodzi z miasta Szanghaju, to tyle o nim wie i wychwala jego rozwoj. Jednym slowem Patrycja wie, ze w przyszlosci Chiny bede odgrywac pewnie bardzo duza role w swiecie nie tylko gospodarki...

Dla dzieci urodzonych jak ty w roku 2013 to pewnie wazna informacja - kiedys w roku 2033 usiadziemy przy herbacie i porozmawiamy, co w naszych domach jeszcze nie jest w Chinach wyprodukowane...Moze opowiesz mi juz przy okazji, ze bylas w tym ogromnym kraju...
Moze bedziesz mowila jakies podstawowe rzeczy po chinsku i mnie nauczysz...
Tak jak to u nas w domu na Mazowszu sie mowilo, pozyjemy - zobaczymy.


24.2.14

Aktywnosci mamuski i Alicji w pierwszych 2. miesiacach

Pomyslalam, ze czas na male streszczenie naszych aktywnosci i malych podrozy z pierwszych trzech miesiecy naszego wspolnego bytowania w krainie czarow. Corka nam rosnie, czas ucieka a patrzac z perspektywy czasu, to udalo nam sie jednak (mimo malego dziecka) ruszyc z domu, zobaczyc cos nowego i zmienic perspektywe.
Pomyslalam, ze warto takie streszczenie dla Alicji napisac i opublikowac (chociazby na pamiatke).
Ale tez dla tych warto napisac, ktorzy chca kiedys zalozyc rodzine i martwia sie, ze z malym dzieckiem na poczatku nic nie beda mogli zorganizowac.

****
Trzeba oczywiscie dodac informacje, ze Alicja urodzila sie pora zimowa, ktorej jakos w tym sezonie 2013/2014 nie bylo. Tylu pieknych slonecznych dni i tyle jasnosci nie ma zazwyczaj nad jeziorem w ciagu zimowych miesiecy. W dodatku zaprasza sie tu czesto mgla i dzien jest zazwyczaj bardzo krotki. Ale nie bylo tak w ostatnich kilku miesiacach. Juz pod koniec ciazy, nie pracujac, mialam niesamowite szczescie i moglam prawie codziennie rozkoszowac sie spacerem, sloncem i swiezym powietrzem, zazwyczaj nad samym jeziorem. I tak jest oto do dzis. Nie osmiele sie wlasciwie napisac, ze gdzies w glebi serca lubie zime z puszystym bialym sniegiem i troche tego bylo mi w tym roku brak...Jednak moja ulubiona pora roku jest byla i pozostanie Wiosna, ktora od poczatku marca nadchodzi...



Friedrichshafen


***
28.01.2014
Pierwszym wiekszym wypadem poza miasto i bezpieczna nasza okolice byla wizyta w Wodach Termalnych w towarzystwie mojej mamy i siostry. Czyli Alicja wybrala sie pierwszy raz w babskim towarzystwie babci i ciotki majac niecale1,5 miesiaca do miasteczka odleglego o 25 km z domu siedzac grzecznie w foteliku samochodowym.
Ja z mala oczywisicie nie zanurzalysmy sie w wodzie. Nie ejst to wskazane kobietom po ciazy, nie wspominajac takiemu malemu mesiecznemu dziecku.
Obserwowalysmy pluskajacych sie naszych gosci z laweczki, gdzie oto mi sie udalo Alicje jakos nakarmic i przewinac. Nie zapomnie z tej wyprawy jak obydwie sie upocilysmy, jak myszy, jak to sie u nas na Mozowszu czasem mowi.
Pamietam, ze nasza polozna nawet mi doradzala, zeby w czasie brania prysznicu nawet zabierac mala Alicje do lazienki, by mogla "nabierac" tej wilgoci powstajacej z cieplej pary. To podobno bardzo jest pozytytwne dla malych niemowlakow na skore i oddychanie.
Tak wiec kapac sie my we dwie nie kapalysmy, a i tak mialysmy poniekad super wypad leczniczo-uzdrowiskowy :-). No i te usmiechy i zadowolenie na twarzach mamy i ciotki klotki - oplacalo sie.

http://www.meersburg-therme.de/www/meersburgtherme/

Wydaje mi sie, ze po niecalych 1,5 miesiaca i w tych leczniczo-zrodlanych to okolicznosciach - udalo mi sie przelamac bariere - nakarmilam Alicje tam gdzie musialam i nie zawracalam sobie niczym wiecej glowy. Od tamtej pory nie zastanawiam sie wiecej nad kultura dawania piersia w Niemczech czy konkretniej tutaj u nas w miejscu turystycznym nad Jeziorem Bodenskim. Wkoncu to najnormalniejsza czynnosc nas ludzi, ssakow.

****
29.01.2014
Odrazu na drugi dzien odbyla sie druga dluzsza dla Alicji i mnie po porodzie wycieczka. Wybralysmy sie tym razem w towarzystwie Krokodylka i naszych gosci w druga strone jeziora, do Austrii. Chicelismy koniecznie pokazac mamie i ciotce klotce szczyt gorski Pfänder o wysokosci 1064 m n.p.m w miescie przygranicy niemiecko-austriackiej, Bregenz. Tutaj natura jeszcze bardziej pozytywnie nas zaskoczyla niz u nas nad slonecznym jeziorem. Chyba zadne z nas nie oczekiwalo, ze tylko 30 km daleko od domu i oczywisice troche wyzej lezy tyle pieknego, puszystego sniegu a przy tym i tak nadal swieci slonce, jest cieplo i achhh - chcialo sie zyc :-)


Widok ze szczytu Pfänder 
Pierwszy i ostatni balwanek austriacki

Kapliczka 


W drodze powrotnej pospacerowalismy po pieknym niemieckim, dokladniej bawarskim przygranicznym miasteczku Lindau.
Taka wycieczka na Pfänder i do Lindau to jest wlasciwie standard, ktory nalezy zobaczyc i pokazac jak sie ma gosci w domu.


Port w Lindau 


Musze zaznaczyc, ze Alicja jest nieskomplikowanym i grzecznym dzieckiem. W bardzo latwy i szybki sposob dalam jej piers w samochodzie i w centrum handlowym, gdzie Alicji sie bardzo podobalo i ani razu nie plakala. Dodaac nalezy ze wszedzie mozna znalesc mozliwosc do przewijania maluszkow, w lazienkach dla kobiet lub w osobnych kabinach.


10.02.2014
Zostalam zaproszona z pracy na kolacje sluzbowa, no az znowu do miasta Bregenz, gdzie moj i sasiedzki spedzali 2 dni na warsztatach  i gdzie w poniedzialkowy wieczor odbyla sie wspolna kolacja.

Z pomoca Krokodylka, ktory popracowal nam za szofera wybralismy sie na 19-ta do polozonego poza centrum hotelu. (http://schwaerzler.s-hotels.com) Hotel niby 4 gwiazdkowy, ale przewijaka dla dzieci nie bylo, mijsca do karmienia tez nie bylo latwo znalesc.
Nasze wejscie z Toba Alicjo w foteliku samochodowym wywolalo achy i uchy...jakas to tys nie slodka i przeslodka. Moj byly szef nawet uzyl sformulowania, jak to bardziej ciekawe wydaje mu sie "baby watching" :-) - czyli ogladanie i wpatrywanie sie w Alicje.
Ja osobiscie zapomnialam wszystkie niesnanski zawodowe i cieszylam sie moc poprotu byc tam z nasza corcia i moc sie tez oczywiscie nia pochalic. A bylo czym. Krokodylek sie nia super opiekowal, ale ona ani razu nie plakala i nie narzekala. Jakby wogole jej tam nie bylo. Nakaramilam ja tylko raz odchodzac do innego kata poza stolem i wrocilam do rozmow z kolegami.

Wszyscy oczywisice sie barzdo dziwili jakie mamy grzeczne i spokojne dziecko. Ja sama dziwialam sie, ze odjechalismy dopiero przed 23-cia do domu. Podroz w foteliku tez byla udana. Zawsze siadam z Alicja na tyle, zeby moc ja pocieszac, jesli zacznie byc jej niewygdonie.


23.02.2014

Majac prawie dwa miesiace Alicja miala okazje poplynac z nami pierwszy raz katamaranem do Konstancji na druga strone jeziora (http://www.der-katamaran.de/de/home/home.php).
Na pokladzie Katamaranu w sobotni ranek bylo cicho i spokojnie gdzie to licja spozyla swoje sniadanko.
Dostalam pod koniec ciazy zaproszenie od pani Agnieszki z polskiej szkoly w Konstancji
http://szkolaklekskonstanz.blogspot.de
na warsztaty na temat akompaniamentu, pomocy i dialogu miedzykulturowego. O tych warsztatach i projekcie chetnie napisze osobnego posta.

Musze koniecznie przy tej okazji pochwalic znowu Krokodylka za towarzystwo i czas i opieke nad Alicja tego dnia jak i jej nienaganne zachowanie. Ja mialam poza warsztatem samym w sobie wielka frajde moc poplynac znowu do wiekszego miasta, spojrzec na Freidrichshafen z innej perspktywy, popatrzec jak dobrze czuje sie Alicja i pije mleczko w jakimkolwiek miejscu.
To byl bardzo udany dzien. Podroz powrotna byla gorsza, bo poklad byl upchany po uszy ludzmi z 2-3 reklamowkami zakupow...

***
To byly bardzo udane i nieskomplikowane wypady, gdzie chyba wszyscy, ja jako swiezo upieczona mamuska, Krokodylek jako dumny tutus i nasza malutka ciekawa swiata coreczka, mielismy niesmowita frajde moc zrobic cos razem, spedzic ciekawie czas i oczywisice z mila takze checia wrocic do domu i cieszyc sie kazdym dniem takze bez wypadow i tak zwanej "Action" ;-)

Oczywiscie nie musze pisac, ze najwazniejsza przy tym jest wspolna organizacja i komunikacia i szczypta zdrowego rozsadku i smaokrytyki. Jesli zauwazylabym jakies niezadowolenie u Alicji, na pewno nie zmuszalabym ja do takich wojazy.


Pozdrawiam z krainy czarow

23.2.14

Pierwsza wycieczka katamaranem - niemowlę na statku wodnym

22.02.2014
Zyjac 19 lat w Polsce jednym z najnormalniejszych srodkow transportu dla mnie byl autobus i pociag. Podczas dwoch miesiecy wakacji latem na wsi jeszcze woz z koniem i naszym dziadkiem Leonem.
Od ponad dwoch lat nad jeziorem bodenskim ciesze sie za kazdym razem jak dziecko na przejazd statkiem wodnym, tak zwanym katamaranem.

Przyznam sie szczerze, chociaz jest mi jakos glupio, ale bedac w Polsce i nawet tutaj przez tyle lat do momentu przeprowadzki nad jezioro, nie wiedzialam naweto istnieniu takiego rodzaju statku... No bo wlasciwie skad mialabym o tym wiedziec...
Wiec statek ten przeplywa regularnie miedzy miastem Friedrichshafen a Konstancja, czyli na drugi brzeg jeziora.
Alicja nie majaca jeszcze dwoch miesiecy juz miala okazje w wozku przeplynac jezioro katamaranem.
A statek jest bardzo komfortowy, wygodny, szeroki i w sobotni ranek calkiem pusty.
Nadal karmie piersia, wiec to idealny stan na tego typu wycieczki z niemowlakiem. Alicja sniadaniowala sie wiec na statku, promienie slonca przeszkadzaly jej czasem sie troche skoncentrowac.
W niespelna 45 minut bylismy juz w Konstancji.

Zostalam przez osoby trzecie  zaproszona a wlasciwie jakos tak sie troche bardziej ama zaprosilam do wziecia udzialu w warszatach na temat miedzykulturowosci i pomaganiu innym podczas poczatkow zycia i pracy w Niemczech. Bralam juz czynnie udzial w bardzo podobnych inicjatywach i pomagalam studentom z wymiany...Ale to byly czasy studenckie, inne warunki, wymagania, ludzie, podejscia no i moja sytuacja osobista byla calkiem inna.
Wykorzystalam to zaproszenie poprostu tez do eksperymentowania i zrobienia wycieczki, wypadku z mezem i naszym malym niemowlakiem, Alicja.
Udalo sie. Wszytsko nam sie udalo.
I przeplyw. Powrot byl trdniejszy, bo katamaran byl pelniejszy. Ale bylo tak jakos bardziej realnie i stresik jakis mielismy niz rano. I spacery taty z corka podczas mamy warsztatu. I nawet znalezienie bez internetu, appow i przygotowania miejsca na obiadek i na kawunie z niemowlakiem a co wiecej z naszym wozkiem o ogromnych kolkach.

  • Udalo sie nam jako rodzince wyjechac poza dom, poza nasze miasteczko. Znowu. Super uczucie. 
  • Udalo sie mamie oderwac myslami od niemowlaka. Temat miedzykulturowosc, obcokrajowcy, ludzie z obcych krajow zagranica, kompetencja miedzynarodowa -  nadal mnie bardzo poza bycie mamuska interesuja i pochlaniaja.
  • Udalo sie tacie nalapac swiezego powietrza i pokrazyc z Toba po osiedlu.
  • Nie udalo nam sie ponudzic.

Fajnie bylo jednym slowem.



19.2.14

Biblioteki

W postatni weekend odwiedzil nas kolega ze Stuttgartu. No tak, "nasze" miasto Stuttgart, stare dobre czasy - wroce jeszcze do tego tematu i poswiece temu miastu pewnie nie jeden post...
Kolega ten tez mial pomysl pojechac z nami w niedziele do niedaleko polozonego od nas miasta w Szwajcarii, St. Gallen - ze slynna biblioteka, zaznaczyl.
Koniec koncow nigdzie w niedziele nie pojechalismy, powedrowalismy znane mi wzloz i wszerz droge po promenadzie prosto do cieplej tajskiej restauracji i wrocilismy do domu.
P.S. Alicjo, to nie z Twojego powodu nie pojechalismy. Poprostu wszyscy spalismy jak susly dlugo a potem bez pospiechu siedzielismy przy sniadaniu. Razem z tata Krokodylkiem przekonywalismy kolege, ze tys nieskomplikowana jestes i smialo jechac mozemy. Nie chcial uwierzyc. Chyba sie bal.

Ale pomysl do St. Gallen pojechac zasiedzial mi sie w glowie. I ta slynna biblioteka - chcielibym ja z Toba odwiedzic.
A co do biblioteki. No tak, ja uwielbiam instytucje biblioteka i budynek biblioteka.
Co do instytucji - to przeciez cud, ze ktos keidys wpadl na pomysl przechowywac, gromadzic i udostepniac innym ksiazki.
Co do budunku - to wiadomo, sa rozne architektury, rozne gusta i rozne mozliwosci miasta lub wsi co do udastapnienia budynku do biblioteku.
Mieszkajac w miescie nad oieknym jeziorem bodenskim, Friedrichshafen, mamy zaszczyt odwiedzac budynek piekny szklany biblioteki miejskiej.
http://www.geolocation.ws/v/W/File%3AMedienhaus%20am%20See.JPG/-/en

Najciekawsze jest jednak, ze dlugo myslalam, ze bedac mamuska nie bede miala wiele okazji usiasc na wygodnym fotelu i gapic sie na jezioro i oczywiscie tez cos czytac. Ale sie ostro mylilam. Udalo mi sie juz zajjrzec z Alicja i naszym ogromyn wozkiem i nawet odkryc super lazieneczke i przewijak dla Ciebie Alicjo. Nigdy przedtem bym nie pomyslala, ile radochu moze mi sprawic takie odkrycie.

Polecam mamuskom, tatusinskim i wszytkim innym zainteresowanymprzy okazji urlopu nad jeziorem koniecznie zajrzec do miejskiej biblioteki na drugim pietrze i przykleic przyslowiowo nos do szyby i pobyc...poprostu tam pobyc. jest milo.

pozdrawiam bibliotekowo




13.2.14

Kulturowo

Dzis jest Swiatowy Dzien Radia - dowiedziala sie mamuska. 
Jako dziecko niestety nie bylo u nas w domu czesto wlaczone radio. Polubialam sluchac radia na studiach, bedac juz z daleko od domu, na obczyznie, w Niemczech, gdzie jestem do dzis.
Byly lata, ze nie mielismy na studiach telewizora i radio krolowalo tak czy siak.
Dzis mamy telewizje, internet, hobby bez konca, czasu niewiele, ale radio jak bylo tak z nami nadal jest.
Duzo sie nie zmienilo. Lubimy sluchac popowej muzyki, ktora nas motywuje rano. Sluchamy wiadomsoci.
 
Radia, ktore slucham ja:
  • Funkhaus Radio Europa- a la radio Multi Kulti, miedzykulturowe/wielokulturowe spotkania z muzyka i ludzmi. Niestety dostepne dla nas na poludniu Niemiec tylko przez internet. http://www.funkhauseuropa.de/
  • SWR3 - regionalne radio z fajna popowa muzyka
  • Polskie Radio Trojka

Radia, ktore slucha Krokodylek:
M80 - radio z Hiszpanii z dobra muzyka, wielkie hity, dobry mix http://www.m80radio.com/
RAC105 - radio z Katalunii - Krokodylkek sentymentalnie przypomina sobie stare dawne mlode czasy http://www.rac105.cat/radio

Radia, ktore slucha Alicja:
Babyradio w jezyku polskim http://www.babyradio.pl/

 i hiszpanskim http://babyradio.es/

Ciekawa jestem jakich radio sluchaja ludzie mieszkajacy poza granicami Polski. Jakiego lub co/ czego sluchaja w radio inne blogujace mamuski?

****

Dzis tez wazny dzien w ramach miedzynarodowego festiwalu filmowego w BerlinieHonorowego Niedzwiedzia za całokształt tworczosci otrzymal brytyjski reżyser Ken Loach - moj ulubiony.

***
Wiec, dzis bez filozofii.
 

12.2.14

Aktywnosci mamuski - numer 1

Otoz dzis spotkalam dziewczyny, kobiety, matki, ktore robily ze mna kurs przedporodowy. Punktualnie wszystkie wstawilysmy sie w umowionej piekarni, jak to typowo w Niemczech, na tak zwana popoludniowa kawe z ciastem.

Juz z poczatkiem kursu odrazu dalo sie wielkie roznice co do "nas" zauwazyc. Przynajmniej ja, jako obserwator i "ala filozof", chcac nie chcac odrazu robie analize i wyobraza sobie kto jaki jest itd.
Osiem kobiet, osiem roznych osobowosci. Polubilismy sie. Kurs sie skonczyl. Dzieci przyszly juz na swiat. Jakas tam komunikacja odbywala sie i nadal sie odbywa, jak to na dzisiejsze czasy przystalo, przez Whatsapp tzn. przez telefon, piszac jakby krotkie smsy. I byla do dzis wielka ciekawosc spotkac sie, obejrzec, popodgladac - moje takie, a twoje takie, male, duze, spokojne, placzliwe, niebieskookie itd....

Takich sytuacji i spotkan nikt nie moze sobie do konce wyobrazic, kto w nich raz nie bierze udzialu.
Myslalam, ze mam wybujala fantazje, ale takich momentow nie moglam sobie wyobrazic.
I dzis stwierdzam, ze potrzebne sa takie troche powierzchowne spotkanka, rozmowy, wymiany. Choc by z tego powodu, ze wychodzac z wozkiem na zewnatrz, juz jestesmy na spacerku, wdychamy swieze powietrze, lapiemy promienie slonca. Pewnie niektore z nas maja i moze wiecej powodow. Ja bedac i czujac sie nadal nie "Niemka", ciesze sie, ze moge poznac kogos tej narodowsci, dokladnie pochodzacego z tego malego miasteczka. Ciesze sie, ze moge sie od kogos czegos nowego nauczyc. Ciesze sie znwou poprowadzic moje "obserwacje" o ludzkosci a teraz szczegolnie o nas, mamuskach.

A jednak. Stalo sie to dzis znowu. Po 2 godzinach chcialam poprostu juz wracac. Chcialam sobie znowu wszystko poobserwowane w glowie posortowac. Pobyc sama ze soba. No teraz popchac sama wozek z Toba, coreczka Alicja.
I nie wiem czemu, ale wiem, ze czesto, w wielu innych momentach i spotkaniach przydarza mi sie to samo. I zastanawiam sie dlaczego...

No nic. Poki co kupilam pyszny chlebek w tej piekarni. Popchalam dumnie godzine w jedna strone, godzine w druga strone wozek. Alicjo, ty sie wyspalas, tzn. wszystko to przespalas i nic nie stracilas.

Najpiekniejsze bylo, ze ciagle swiecilo na nas slonce. 12 lutego zimy nie widac i nie slychac i nie czuc. Mamuska czuje sie po takiej wyprawie poprostu zmeczona, ba, zjechana jak kon po westernie, a tu do pojscia do lozeczka jeszcze daleko, oj daleko...

11.2.14

Początek



Dziś akurat, w Wigilię urodzona córeczko, zaczynasz siódmy tydzień życia – dla mnie wreszcie okazja aby zaczać na nowo pisać i zapisywać ciekawe i mniej ciekawe momenty z naszego wspólnego życia.
Nie mialas latwego przyjscia na swiat – jak wiele innych dzieci i ty utknelas w tak zwanym kanale. Dzieki motywacji mlodej, ladnej (jej sniadej karnacji pewnie nigdy nie zapomne) udalo mi się przetrwac ostatnie minuty porodu z bolem. I nagle się pojawilas ty. Juz prawie ciemno niebieska, z szeroko otwartymi oczami, nasza wyczekiwana Alicjo. Jeszcze nigdy tak szybko się nie rozplakalam. To było od razu, to było nie do kontrolowania. Wybuch emocji. Krokodylek, czyli twój tato, dolaczyl się na krotko do szlochania.

Oboje z Krokodylkiem tez czuliśmy i myslelismy pdobnie. Za ciekawie to ty nie wygladalas – glowka wyciagnieta w dlugosc i ten kolor skory – bbrrr... Mialam wrazenie, ze Twoje rece są koloru bialego – jak sufity często są biale...I ze strachem zapytalam poloznej, czy to normalne...czy oby nic Ci nie jest.

Wiecej szczegolow już nie pamietam. Po paru minutach ocknelam się i zazyczalam sobie parę fotek...Nie to, zebym ja się chciala fotografowac, ale z mysla o Tobie. Zawsze przychodza mi na mysl moje rozzalenia, ze to jak ja bylam mala, chcialam zobaczyc jak wygladalam bedac niemowlakiem, a nie mialam zadnej fotki.

Czas szybko plynie – minelo już siedem tygodni - teraz moge smialo stwierdzic, ze się podstaw bycia i zycia ze soba nauczylismy. Tatek Krokodylek zrobil kawal dobrej roboty. Przede wszystkim w pierwsze dni po porodzie. To on był pierwszy, który Cie wzial stojac w ramiona, przewijal i nosil. Mamuska była „sparalizowania” i nie miala wladu w nogach. Po wyjsciu ze szpitala, tatek tez się o miezskanie, życie, zakupy itd... troszczyl. Mamuska musiala dojsc do ladu i skladu z dawaniem Ci mleka piersia. Oboje staralismy się jak moglismy i udalo się – jestesmy Twoimi rodzicami. I nasz swiat, życie się troche zmienilo. Nie jestesmy już takimi wielkimi egoistami.


Podejrzewam, ze często będzie tak oto filozoficznie w tym blogu – teraz często dla Ciebie Alicjo – kiedys dla drugiego dziecka – mamuska ma takie pociagi do filozofowania.