11.6.14

Podsumowanie majowego pobytu w Polsce


Alicja miala nie cale 5 miesiecy jak wybralam sie z nia sama w szeroka podroz do Polski, na stare smiecie, do mojego miasta urodzenia, Radomia...
Podroz zaplanowalam na maj - jakos koniecznie chcialam nasz skarb przedstawic wreszcie mojej bliskiej rodzinie - chcialam, zeby poznala ich jak najszybciej.
Od paru lat bywam jakos tak chetnie w Polsce w maju, chetnie zalapuje sie przy okazji na Dzien Matki i na majowe krajobrazy lakowe:


Mazowiecka laka z mleczykami. 


Nasz radomski zbiornik wody, Zalew Borki.


Mam wrazenie, ze jeszcze do tej podrozy, czyli cale dobre 5 miesiecy, zylam w niesamowitej euforii. Nadal jestem oczywiscie bardzo, bardzo w naszej corce zakochana, ale powoli spadam na ziemie :-)
Dlatego, jesli teraz pomysle, dlaczego tak sie uparalam na podroz zaraz po wizycie w Hiszpanii, to zwalam to na ta "euforie po-porodowa".

I nie zaluje. Nie zaluje tych prawie dziesieciu dni bez wiekszych przezyc, wycieczek i odkryc. Bylo idealnie moc zatrzymac sie w radomskim czasie...Zawsze mam wrazenie, ze tam istnieje jakas inna rzeczywistosc. Niestety czesto mysle bardzo, bardzo negatywnie o rozwoju spraw i sytuacji w moim miescie Radomiu (podobnie dzieje sie zapewne w wielu innych poslkich miastach).
Tym razem jednak staralam sie odkryc jakies pozytywy miasta i jego istnienia.
Milo spedzialam czas z kolezanka i jej synem w calkiem nowej kafejce Anety Galstyan "Churros" na ulicy Zeromskiego. Polecam wszystkim, ktorzy beda na centralnej ulicy w Radomiu i szukaja czegos slodkiego na zab.

Cieszylam sie przede wszystkim jednak codziennoscia i dniem powszednim mojej rodziny, pozostalych w domu, ich losem i czescia tego uniwersum. Dostalam poraz kolejny potwierdzenie, ze ja zawsze pozostane czescia tego swiata i nasza corka powinna wiedziec, skad pochodzi jej mamuska i jakie sa jej korzenie...
Bylo wspaniale obserwowac, jak swiat kreci sie wokol Alicji. To tak jakby nasza kraina marzen przeniosla sie z nami na pare dni do mojego domu rodzinnego. Wszyscy oszaleli na punkcie Alicji. Zawirowalo czarami.
A my przeciez jestesmy z wielodzietnej rodziny. Mielismy w dziecinstwe chyba wszyscy czesto po dziurki w nosie tematu "male dzieci". Ile razy NIE chcielismy pomagac i opiekowac sie mlodszymi...
Jednak pojawienie sie teraz, 20-30 lat pozniej, malego czlonka rodziny, takiej slodkiej i bezbronnej istoty wprawilo moja rodzine w zachwyt...

Chcialabym uwiecznic na papierze :-) tzn. na blogu moje osobiste praktyczne wskazowki przed i w czasie podrozy samolotem z niemowlakiem:

  • zabrac duzy worek/wor plastykowy na zapakowanie wozka - w Zurychu taki otrzymalam za darmo od linii lotniczych. W Polsce dali mi worek na deske snowbordowa...Musialam sobie jakos poradzic. Warto jednak zawsze ze soba olbrzymi worek zabrac, jesli mamy nowy wozek i chcemy sie jego kolorami po wyladowaniu nadal cieszyc.




  • Duze torebko-worki na zapakowanie malych ubranek dla niemowlaka - super pomocne do zapakowania drobnych ubranek jak i pieluszek, zabawek dla niemowlaka w duzej walizce


  • nosidelko na czas czekania na bagaze - takie nosidelko ulatwia poruszanie sie z dzieckiem. Ja osobiscie chetnie nosze Alicje na rekach, ale szybko trace sily i uzywam czesto nosidelka, bo wtedy moge smialo zabrac ze soba jeszcze jakas torebke, ciagnac walizke itd.

Zrodlo 
http://www.babybjorn.de/babytragen/babytrage-original/?color=dunkelblau&material=cotton

  • Czopki przeciwgoraczkowe - tak na wszelki przypadek
  • Plyn do kapieli w malej buteleczce - nie chcialam zmieniac i kupowac nic nowego w Polsce, dlatego zabralam nasz preparacik w malej buteleczce.
  • Krem przeciwsloneczny - zapalacilam za niego dosyc duzo, ok. 8€, ale jest naprawde odporny na wode - przydatniejszy pewnie dla wiekszych dzieci od 6 miesiaca
        Zrodlo http://www.daylong.de/uploads/tx_s2productdatabase/Daylong_Baby_100ml_03.png

  • Moja polozna polecila mi podawanie piersi w momencie odbijania sie samolotu (startu lotu) od powierzchnii ziemi i drugim razem w momencie jak samolot laduje znowu na ziemie (czyli w momentach najwiekszych zmian cisnienia), zeby Alicji nie zatykaly sie uszy i zeby ja to to nie bolalo. 
A na koniec chce zapisac bardzo wazne dla mnie podrozujacej mamy odkrycie zwiazane z lataniem i naszym warszawskim lotniskiem. Zeby moc dojechac na lotnisko wielu ludzi zabieralo sie albo taksowka albo jechalo autobusem podmiejskim. Obydwa rozwiazania byly dla mnie najnormalniejsze na swiecie. To byly dodatkowe dobre 30 minut tluczenia sie do celu. Tym razem bylo inaczej :-) Na Lotnisko Chopina mozna dostac sie pociagami linii Szybkiej Kolei Miejskiej S2 i S3. Polecam!!!!


http://www.ztm.waw.pl/index.php?c=574&l=1
http://pl.wikipedia.org/wiki/Szybka_Kolej_Miejska_w_Warszawie


10.5.14

Aktywnosci sportowe mamuski

Przyznaje sie bez bicia, ze nigdy tak bardzo, jak od narodzin Alicji, nie zawracalam  sobie glowy kilogramami jakie ze soba nosze.  Wiadomo, ciala czlowieka zmienia sie juz w czasie ciazy, a po ciazy wyglada sie jakos tak troche inaczej :-). Staralam sie w ubieglym roku kontynuowac moje wypady na rower, bieganie i spacery po gorach czy nawet moja ulubiona zumbe. Jednak pod koniec 8 miesiaca i ja juz nie wytrzymywalam i nie wyrabialam na zakrecie ...Wiec najpierw byl czas pologu, to sie slyszalo, ze jeszcze za wczesnie, ze nie wolno, nie powinno sie i ze po co sie sportowac. Calkiem zrozumiale. Dwa miesiace minely, kilogramy nie zlecialy...Jakos tak sobie stanely w miejscu :-)
Teraz juz minelo ponad cztery miesiace i mam wrazenie, ze waga i cyferki na niej wyskakujace sie ze mna drocza.Caly czas ten sam wynik i nic mniej...Rany boskie.
Wiadomo, bedac w Barcelonie w czasie Wielkanocy i majac non stop bagietke pod nosem, uzywalo sie jej do kazdego dania, nawet do makaronu, ryzu i kartofli...Tak wiec waga jaka byla w dwoch miesiacach jest nadal taka sama po czterach miesiacach po ciazy...
Wrocialam z Barcelony i staram sie nadal - oto kilka zapisow (zebym to sobie kiedys po 40-ste jak bede przypominac foczke nic nie zarzucac musiala):


  • Sprobowalam raz uciec na zumbe wieczorem, ale to wogole nie zdalo egzaminu - Alicja za bardzo kocha mleczko i cieplo mamy wieczorami. Musze przy niej byc. To juz postanowione a zumba na jesien przelozona.
  • Codziennych spacerow nie ma konca - juz znam cale miasteczko, wszystkie zakamarki i wypuszczam sie czasem juz na godzinne spacery poza miasteczko. Dobrze, ze mam tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia a w szcezgolnosci na niebie


i na ziemi


  • Stoi w naszym salonie ogromne hula hop, ktore bardzo rzadko w rece biore. Ale jak juz sie za nie wezme to i posycze i duma mnie rozpiera. Moja polozna kupila sobie takie same i po uzyciu wyskoczyly jej poporstu niebieskie siniaki...Z bolu...
  • Uczeszczalam pilnie na oferowany przez polozna kurs po porodowy i pomagajacy poprawic stan naszych nieuzywanych miesni. A ze kurs byl w piatek wieczorem, to tez bylo bardzo chaotycznie z nasza rodzinna organizacja. Krokodylek wpadal za drzwi mieszkania, a ja wypadalam i z jezykiem na brodzie wracalam, zeby byc najpozniej na 20:30 przy malej.
  • Udalo mi sie tez ostatnio pierwszy raz od bardzo dlugiego czasu isc i pobiegac nad jezioro. Cale 20 minut oddychalo mi sie calkiem dobrze. Jednak karmiac piersia musialam zalozyc calkiem "twardy" specjalny staniczek i mimo wszystko mialam jakies wyrzuty sumienia, ze moze doprowadze przez to do utraty mleczka...
  • Juz bylam kilka razy sama na rowerze - udaje mi sie to wlasciwie tylko w niedziele, kiedy to Krokodylek jest w domu, nie robimy zakupow, nie mamy nic do zalatwienia. Jest to wtedy bardzo dla mnie przyjemny czas. A ze uwielbiam las a my blisko lasu nie mieszkamy, udalo mi sie w majowke, dnia 1. maja, odrazu przejazdem powdychac swiezego powietrza w lesie.


Schudnac to ja i do dzis wielce nie schudlam. Za to ile radochy i wolnosci i wiatru we wlosach na rowerze z poczatkiem maja ja mamuska poczulam.

7.5.14

Wielkanoc w Barcelonie 04.2014

Chialam zrobic koniecznie dla Alicji, siebie i oczywiscie dla zaintereswoanych male podsumowanie Wielkanocy.
Byl to dla nas, dla rodzinki z niemowlakiem, czas bardzo  interesujacy.
To czas kolejnych doswiadczen typu:

  • pierwszy lot z niemowlakiem,
  • pierwsze zderzenie z krajem, kultura i intesywnym uzyciem jezyka hiszpanskiego, jezyka ojca i jego rodziny, dziecmi w rodzinie,
  • pierwszy raz na plazy Bogatell w Barcelonie,
  • pierwszy raz w ogromnym centrum handlowym

Absolutnie nie ma wielkich powodow do narzekania - ile to osob chetnie spedziloby pare dni w Barcelonie. Ja jednak musze tym razem ponarzekac, bo tak odczulam ten pobyt pierwszy raz jako matka:

Wspolne zakupy jako swiadome spedzanie wolnego czasu z rodzina - to nie dla mnie - dopaslowalam sie z naszym prawie czteromiesiecznym niemowlakiem, ale praktykowac tego zamiaru nie mam....Ciekawa jestem ile osob mieszkajacych lub odwiedzajacych Hiszpanie, a dokladniej Hiszpanow zdazylo to ich hobby zaobserwowac i zrobic sobie na ten temat wlasna opinie :-)

Brak tradycji w rodzinie, domu no i ta kumulacja przy stole i w pokarmach - nigdy tak nie brakowalo mi polskiej Wielkanocy jak tego roku. Spowodowane jest to faktem, ze w ubieglym roku Wielkanocy nie odczulam, bo mielismy gosci, no wlasnie tez z Barcelony...Na Boze Narodzenie urodzila sie Alicja i tak oto kolejne swieta bez tradycji....Szkoda, szkoda...A mialam cichy zamiar wybrac sie z koszyczkiem na polskie swieconka...Nastepnym razem nie bede sie zamierzac, poprostu dopne swojego!!!

Za to prawdziwym pozytywnym wyzwaniem i przygoda byla dla naszej malej rodzinki z Alicja  przejazdzka metrem do centrum Barcelony - z naszym ogromnym wozkiem :-) i wizyta w naszym "Casa Perris" - malym sklepikiem z pysznymi produktami kuchennymi, przyprawami, ogolnie ze zdrowa zywnoscia i przede wszystkim z szafranem.
https://www.facebook.com/pages/Casa-Perris/354414434571907
Nie wiem dlaczego, ale w tym sklepie czuje zapach szafranu i ten szafran z tego sklepu jest taki jakis magiczny.


30.4.14

Pierwszy piknik - niemowlę robi drzemke na świeżym powietrzu

W ubiegla sobote (26.02.2014), pare dni po naszym powrocie z Barcelony, zeby znowu moc nacieszyc sie sloncem w pieknej scenerii, wybralismy sie nad jezioro.
Postanowilismy doslownie poeksperymentowac z Alicja, naszym jeszcze niemowlakiem, i zrobic w tym roku 2014 juz w kwietniu piknik na lace z widokiem na jezioro i Alpy. Mamy szczescie, ze mieszkamy bardzo blisko jeziora, gdzie tez jest oficjalne kapielisko miasta Friedrichshafen.
Alicja poki co jest nadal nieskomplikowanym niemowlakiem. Spi i jada wlasciwie wszedzie, gdzie ja ze soba zabieramy. Nadszedl czas, zeby mogla skorzystac jeszcze bardziej z natury niz tylko z perspektywy w wozku i spacerow.

Alicja zostala wiec na zewnatrz nakarmiona. Najadla sie do syta. Porozgladala na lewo i prawo. Uciekala i wykrecala sie jednak caly czas przed promieniami slonca. Mruzyla jej duze oczy, a my poki co polecanych nam przeciwslonecznych okularow dla niemowlaka nie nabylismy.
Rodzice zamowione jedzonko na wynos tez z apetytem opalaszowali...
Krokodylek jak zwykle po obiadku mial ogromna chetke na mala drzemke. A to tylko Alicji z naszej trojki udalo sie zrobic przyslowiowa popoludniowa sieste i w ten posob pierwszy raz na swiezym powietrzu.



My z Krokodylkiem musielismy sie troche pogimnastykowac i chronic nasza spiaca pocieche przed promieniami slonca.
Okazalo sie, ze na piknik z malym dzieckiem jestesmy poprostu jeszcze nie do konca przygotowani. Nie wystarczy juz tylko kocyk...Wystaczylby tylko kocyk, gdybysmy usiedli pod drzewem i marzli jeszcze w chlodzie bez slonca.
Popatrzylismy na siebie i pomyslelismy o tym samym. W tym momencie zrozumielismy dlaczego rodzice malych dzieci rozkladja nad jeziorem dla dzieci male namioty. Przypomnialy sie nam tez wszystkie te miniaturki-namiociki na plazac. Czego to na rynku nie ma :-)
Dobrze wiec bylo jeszcze w kwietniu wybrac sie na piknik i przed sezonem zorientowac, ze trzeba namiocik, taka mala muszelke jej kupic. Tak malo rzeczy jej wogole kupilismy, bo tyle od dobrych ludzi i znajomych w prezentach dostalismy. Ale teraz nadszedl czas pobuszowac, niestety nad jeziorem tylko wirtualnie, na stronie naszego ulubionego sportowego supermarketu, Decathlon, i zakupic jakze wazne cacko dla Alicji.
A tak ono wyglada:
http://www.decathlon.de/popup-strandmuschel-2-seconds-0-id_8242945.html


Poki co czekamy na nasza zdobycz i na lepsza pogode i slonce. Bo za oknem jakos ciagle pada.

2.4.14

Polska grupa zabawowa dla dzieci i rodziców z Friedrichshafen i okolic

Dokladnie rok temu w kwietniu wiedzialam juz na bank, ze zaszlam w ciaze. Od tego momentu myslalam juz nad projektem Polskiej Grupy Zabawowej. Szybko sie zorientowalam, ze tutaj w malym miescie nad jeziorem nic podobnego jeszcze nie istnieje. 
Ale wiedzialam, ze jest wystarczajaco kilka mam i dzieci, ktore chetnie by skorzystaly z oferty...
Pracujac na caly etat i troche wiecej jakos nie rozwinelem tej mysli bardziej. Pod koniec roku juz sie tylko moim stanem blogoslawionym rozkoszowalam i wlasciwie tylko z miejsca na miejsce turlalam.
I tak jakos dopiero po urodzeniu Alicji, jako Noworoczne Postanowienie, z pomyslu zaczelam przechodzic do czynow...

Razem z kolezanka chicalysmy koniecznie znalesc choc pare chetnych mam, dzieci, rodzin na pierwsze spotkanko, dnia 1 kwietnia. I to nie byl tak zwany prima aprilis:-)
Chcialysmy zaczac wczesniej  - uczyc sie i poprawiac w praktyce.

Ulotka swiezo powstalej Polskiej Grupy Zabawowej zostala rozeslana bezposrednio do pary znanych mi z okolicy mam, do czlonkow działającego we Friedrichshafen Niemiecko –Polskiego Koła Przyjaźni 
jak takze dostala ogloszona na Facebooku w grupie w ramach grupy „Polacy nad Jeziorem Bodeńskim 
http://wnaszejkrainieczarow.blogspot.de/2014/03/polskojezyczne-spotkania-w-ramach-grupy.html


Ulotka miala taka oto tresc:

***
Jednym z istotnych argumentów w procesie nauki języka polskiego za granicą jest kontakt z rodakami oraz możliwość swobodnej rozmowy dla rodziców, a dla dzieci zabawy z rówieśnikami.
Taką szansę daje polska grupa zabawowa, która na terenie Friedrichshafen rozpoczyna swoją działalność od kwietnia 2014 roku .

Wystarczy zebrać kilka chętnych mam i przychodzić we wtorki od godziny 15:00 do centrum rodzinnego TReFF22 i brać udział w tego typu spotkaniu.



Cel grupy
Celem spotkań jest wspólna zabawa dzieci i rodziców.
Wspólnie bawić się mogą dzieci, które nie ukończyły jeszcze 13 lat.
Przy ładnej pogodzie zajęcia mogą odbyć się na dworze. Spotkania mają również pomóc w nawiązaniu kontaktów i podtrzymywaniu polskich obyczajów.  
Rodzaj grupy
Grupa ma typowo otwarty charakter - jest współtworzona i prowadzona przez samych rodziców, każdy może (ale nie musi) podzielić się własnymi pomysłami lub prowadzić zajęcia. Na spotkania może przyjść każdy, bez konieczności wcześniejszego zapisywania się.
Nie trzeba również odmeldowywać się, jeśli danego dnia nie będzie się obecnym.

Organizacja:
Wymagane jest obuwie zastępcze dla dzieci. Należy przynieść mały podwieczorek.

Miejsce:
Familien- und Nachbarschaftstreff Treff 22
Heinrich-Heine-Str. 22, 88045 Friedrichshafen
Autobus: Bus 1 Ringverkehr, Przystanek: Friedhof
Miejsca do parkowania są pod blokami

Godzina: od 15:00 – 17:00 godziny.

***
We wtorek, dnia 1. kwietnia 2014 roku odbyły się pierwsze zajęcia organizacyjne.

Krotka statystyka po spotkaniu:

Na pierwszych zajeciach organizacyjnych wzielo udzial az 14 dzieci w wieku od 3 miesiecy do 6 lat.
Obecnymi opiekunami sa w 90% mamy, ale przychodzi tez babcia z dziadkiem, ktorzy towarzysza jeszcze malo po polsko mowicej wnuczce i wnuczkowi.

Podsumowujac:
Jest jeszcze tyle do zrobienia, poprawienia, przemyslenia, uzgodnienia - ale jest zapal, motywacja i wiele wiele checi ze stron zaangazowanych mam a jeszcze bardziej dzieci.

Swiatelko w tunelu :-)
Bedac od jakiegos czasu aktywna w swiecie blogow, a dokladniej blogujacych mam, w szegolnosci piszacych o tematyce dwujezycznosci, dwukulturowosci - ucieszylam sie z kwietniowego posta pani Elzbiety i Faustyny "KLUBY TUTUSIA - propozycja formuly spotkan dla rodzicow i malych dzieci dwujezycznych/wielejezycznych poza granicami Polski oraz w Polsce".
http://dwujezycznosc.blogspot.de/2014/04/kluby-tutusia-propozycja-formuy-spotkan.html
http://dziecidwujezyczne.blogspot.de/2014/04/kluby-tutusia-propozycja-formuy-spotkan.html

Mam taka cicha nadzieje, ze uda mi sie propozycje pani Elzbiety i Faustyny przelac w praktyce - dla naszej nowo powstalej polskiej grupie zabawowej.
Tymczasem serwus

16.3.14

Pierwsza impreza - niemowlę wieczorem poza domem


Dostalismy z Krokodylkiem zaproszenie na male rodzinne przyjecie urodzinowe do naszych dobrych znajomych z Chile mieszkajacych tez nad jeziorem. Ty Alicjo tez zostalas zaproszona - wlasciwie oczywiscie. Nie mamy tutaj nikogo bliskiego z rodziny.

Za pare dni bedziesz miec juz trzy miesiace. Nie czas jeszcze na opiekunki, na szukanie przygod z "babcia" na wypozyczenie lub nastolatka, ktorzy chenie za oplata by sie Toba zaopiekowali.
Zdecydowalismy sie pojechac, 10 minut autem. Wieczorem jestesm, zdaniem poloznej jak wiekszosc dzieci, troche bardziej wymagajaca i od piersi matki bardziej uzalezniona.

Na impreze wkroczylismy po 20-ej. W kulturze hiszpanskiej to wlasciwie bardzo wczesna pora na wypady i na kolacje :-) Ale jednak i nasi latynoscy znajomi i my juz dobrze jestesmy w Niemczech zintegrowani. Po 20-ej wszyscy bylismy glodni i wszyscy chcielismy miec kolacje za soba.

Alicja zachowywala sie na medal. Po 21-ej juz sobie w gondolii z wozka w sypialni spalas.
Dobrze miec taki wozek, z ktorego wyjmuje sie toz cacko. Nie wiem, moze juz wszystkie wozki dla dzieci na to pozwalaja. My jednak dostalismy wozek od tych wlasnie czilijskich znajomych i malo wiemy na ten temat, bo nie zajmowalismy sie szukaniem na zakup.
Wiec, moze mamy szczescie, ale jednym slowem na takie wyjscie wazne bylo zabranie ze soba oczywiscie pidzamy dla niemowlaka, pieluszek, ewentualnie smoczka i dobrych mysli. Poza tym trzeba pare minut w takich okolicznosciach imprezowych spedzic z niemowlakiem w "obcej" sypialni :-)

Koniec koncow: nie moglam uwierzyc, jak milo jest tez poprostu sobie tak z innymi posiedziec i niekoniecznie o dzieciach pogadac. Wiadomo, dla mnie bylo tego wieczoru podwojnie ciekawie, bo staralam sie wyrazac i budowac dobre zdania po hiszpansku. Sa czasami takie dni i momenty, ze im wiecej sie starasz tym mniej wychodzi. Tego wieczoru jakos mi szlo :-) Otoz z czego swiezo upieczona mamuska potrafi sie cieszyc.

Moze i nie stalo sie tego wieczoru nic prze-specjalnego, zeby trzeba bylo odrazu o tym postowac, ale Alicja wyszla i pozwolila przede wszystkim nam wyjsc na impreze. Dla niej to pierwszy wypad wieczorny poza dom poznym.
P.S. Pewnie za pare lat nie bede chciala postowac nic na temat wypadow i wieczornych imprez mojej corki....hi hi hi Ale dopiero za pare lat.
Poki co, zyjemy chwila i rozkoszujemy sie szczesciem w naszej krainie czarow.


5.3.14

Polskojęzyczne spotkania w ramach grupy „Polacy nad Jeziorem Bodeńskim“ (Facebook)

Nad jeziorem jestem ponad dwa lata. Jak we wrzesniu 2011 tutaj zamieszkalam, nie sadzilam, ze tak duza jest moja potrzeba rozmawiania po polsku i spotkania innych rodakow.
Niestety praca i podroze sluzbowe nie pozwalaly mi zajac sie tym tematem powazniej. Ciagly brak czasu, ciagly pospiech, a jak juz wolne - to oczywiscie masazadan, projektow i list "to do´s".


Fajnym zrzadzeniem losu latem 2012 poznalam fajnego chlopaka z Polski, Krzyska. Mamy wspolnych znajomych z Hiszpanii. Moj maz, Krokodylek pochodzi z Hiszpanii. Przez te wszystkie lata bycia ze soba obserwowalam jak to szybko Hiszpanie sie znajduja i spedzaja ze soba wolny czas. Na takim "hiszpanskim" spotkaniu poznalismy my sie i odrazu jakos postanowilismy cos zrobic wkierunku "integracji". Oboje chcielismy koniecznie poznac innych ludzi z Polski. Chcialam i przejelam inicjatywe - zalozylam, stworzylam grupe. A pierwszym miejscem, serwisem, ktory mial nam w tym pomoc, byla strona Facebook.


Poczatki byly dosyc normalne, niespektakularne. Miesiace mijaly. Pare osob sie zameldowalo. Pare osob okazywalo wirtualne zainteresowanie. Szybko zrozumialam, ze jestesmy w malym miescie. Ze zamieszkalam w regionie i okolicach nieporownywalnych do duzych miast jak Monachium. W duzych miastach zyje sie bardziej anonimowo i jesli sie chce spotkac innych, jest to o wiele latwiejsze i prostsze.


Dopiero pod koniec stycznia 2013 odbylo sie, jak ja to nazywam, pierwsze prawdziwe spotkanko. Narodzila sie grupa na nowo. Przyszlo 12-15 zainteresowanych osob. W roznym wieku. Wiekszosc po 30-stce. Milo spedzilismy wieczor. Organizowalismy w kolejnych miesiacach spotkania i rozne aktywnosci.


Czas minal szybko. Ponad rok pozniej, poczatek marca 2014, na drugie urodziny doszlo do kolejnego wartego wspomnienia spotkania. Pojawilo sie w tym czasie wiele nowych osob. Doszlo tez niestety do publikowania ogloszen kazdego typu, ale nie dotyczacych integracji i zycia socjalnego. Doszlismy z Krzyskiem do przemyslenia, zeby stworzyc tak zwany „Regulamin“.
Ten oto nasz wspolnie wyprodukowany regulamin chcialabym tutaj zamiescic:


***

Grupa „Polacy nad Jeziorem Bodenskim“ jest dla osób, które mieszkają w okolicach Jeziora.
Obecnym centrum grupy jest miasto Friedrichshafen, czyli po stronie Niemiec i okolic. Mile widziani sa jednak wszyscy Polacy/dobrze przeczytac ciekawostki o wydarzeniach kulturalnych, sportowych z innych okolic i stron jeziora, z Austrii, Szwajcarii i Niemiec po drugiej stronie jak z Konstanz.

Celem tej grupy jest szeroko pojęta „integracja“ Polek i Polaków mieszkajacych nad Jeziorem Bodenskim. Wspolne miejsce zamieszkania, jezioro i gory to wiele co nas tutaj łączy.

Za pośrednictwem tego forum:
Szukamy i znajdujemy ludzi o podobnych zainteresowaniach i spedzamy aktywnie lub mniej aktywnie z soba wolny czas.
Organizujemy imprezy towarzyskie, zgrupowania, najczesciej natury sportowej (mecze, wedrowki po gorach, wypady na narty, lyzwy itd.), pikniki, wycieczki i imprezy.
Dostarczamy i wymieniamy sie informacjami o ciekawych nadchodzacych wydarzeniach, koncertach,wystawach, filmach w kinie itd., czesto zwiazanych z Polska i tematyka polska.
Promujemy wydarzenia i inicjatywy związane z szeroko pojeta Polonią na terenie calego regionu Badenii Wirtembergii.

Nasza działalnośc chce prowadzic wiecej działan w świecie rzeczywistym, organizując Spotkania Polaków w okolicach Jeziora z różnorodnymi inicjatywami kulturalnymi jak np. „Tłusty czwartek“, „Ostatki“, „Noc Świętojańska“ czy „Andrzejki”.

Takie spotkania/wypady/przedsięwzięcia i Wasze pomysly najlepiej postowac/utworzyc jako wydarzenia z konkretna data, miejscem spotkania, godzina itd.).

https://www.facebook.com/groups/polacy.bodensee/ 

***

Moze czytajac go co jakis czas lub dostajac od kogos komentarz, mamy szanse cos poprawic, dodac, ujac, byc lepszymy administratorami i szefami tej grupy. Jest na pewno wiele osob, ktore zrobilo juz tego typu doswiadczenie. Nad czym warto sie jeszcze zastanowic? Co radza inni a czego odradzaja?